poniedziałek, 17 września 2012

#85 RECKA: Anderson, zapłacisz nam za to... za rok.

Po 24 godzinach od seansu jestem dopiero gotowy do napisania krótkiej recenzji traktującej najnowsze „dzieło” pana Paula W.S. Andersona. Wielu słów nie będzie, krytyki też nie – to będzie po prostu retrybucja (czyli sprawiedliwa odpłata za przestępstwo jakie ten reżyser popełnił kręcąc kolejną część)! Zapraszam!
Czekałem bardzo długo na kolejną część serii RESIDENT EVIL, dotarłem do granic wytrzymałości dzień przed premierą filmu. Po dziesięciu minutach wszystko puściło, nerwy, zwieracze, szkoda, że nie wzrok i słuch. Plusem jest, że przebrnąłem przez tą lawinę idiotyzmów, ale od początku.

Anderson, zapłacisz nam za to... za rok.
RESIDENT EVIL: RETRIBUTION (2012)

część I: Sprawdzamy, jak można zniszczyć zombiakalną sagę.
Pierwsze minuty filmu to przewijanie ostatnich scen z poprzedniej części do przodu, do tyłu i jeszcze raz do przodu i potem Alice coś mówi (jak zawsze) tym razem ma jeszcze bardziej wydłużoną historyjkę i gdzieś koło piętnastej minuty filmu zaczyna się „faktyczny” film. Widzimy ogrom terenów treningowych (jakie już były widoczne w poprzednich częściach) tym razem na większą skalę. Fabuła nie trzyma się kupy i jest kolejną odskocznią od poprzedniej części. Miałem nadzieję, że będzie choć troszkę oryginalności ale i w tym przypadku się myliłem. Reżyser garściami czerpie z dorobku firmy CAPCOM (twórca pierwowzoru serii gier komputerowych) i takie postacie jak Ada Wong czy Leon S. Kennedy są prosto wydarte z 4 części gry. Niedosty? Pojawiają się oczywiście zmutowane zombie z 5 odslony gry, mamy również ogrom „smaczków” w postaci herosów z części I, II, III i oczywiście IV – czyli istny wysyp martwych kompanów, na ekranie żywych (i to w przypadku pewnej latynoskiej aktorki – za bardzo). Reasumując: co za dużo to nie zdrowo!

część II: Milla, why?
Aktorstwo, nie można tu mówić o aktorstwie, ponieważ Milla ma za zadanie: kopać i jęczeć, Johann (Leon S. Kennedy) ma ładnie wygladać, a reszta ma napier****ć z wszelakiego typu broni palnej we wszystko co się rusza. Już lepiej gra przerośnięty licker (potwór z pierwszej części filmu i jeden z pobocznych bossów serii gier), który myśli i atakuje najsłabsze jednostki w przeciwieństwie do bohaterów. Na koniec – kto pozwolił przetłumaczyć podtytuł filmu jako retrybucja? Nie wiem jak wam, ale mi nie za bardzo leży to słowo na plakacie, a już na pewno nie na sloganie reklamowym, moja propozycja to RE: ZAPŁATA, RE: ODWET, RE: ZEMSTA, RE: ODPŁATA, ale r e t r y b u c j a?

część III: Coś pięknego?
Efekty pierwsza klasa, kolejny już raz możemy zobaczyć dopracowane efekty wizualne, mało jak na tej klasy film błędów i jakby nie było – to już drugi film 3D w cyklu. Jovovich prezentuje się fenomenalnie w tego typu scenografii, a pewnikiem jest jej charakteryzacja na kobietę demolkę. Pistolety, noże, obcisłe kostiumy, rany cięte i szarpane – to jej filmowy żywioł. Muzyka jest elektryzująca i bardzo współczesna, tworzy bardzo fajny, dynamiczny klimat i świetnie wkomponowuje się w te wszystkie kopniaki, pościgi i strzelaniny. Zdjęcia – nic do zarzucenia, wszystko (w zależności od miejsca akcji) jest perfekcyjnie dopracowane i współgrające. Strona wizualna bardzo wysoko.

RESIDENT EVIL: RETRIBUTION (2012)
5/10

posterek:
gatunek: horror, akcja, sci-fi
premierowo: 14 wrzesień 2012
dyrekcja: Paul W. S. Anderson
skrobacz: Paul W. S. Anderson
przyaktorzyli: Leeloo, Anna-Lucia Cortez, Blob z Wolverina, Jill Valentine, Albert Wesker
cytat: "Congratulations, you're officially a badass."

Brak komentarzy: