niedziela, 10 lutego 2013

#132 [R] Jan i Małgorzata bez skrupułów

Nie mogłem odmówić sobie przyjemności (jak się potem okazało) wybrania się do kina na tak głośną mieszankę fantastycznego kina akcji, krwawej baśni i dynamicznego, wybuchowego kina fantasy ze świetną obsadą. Mowa tu oczywiście o łowcach czarownic o imionach prosto z baśni o Jasiu i Małgosi. Tak to Hansel i Gretel (w oryginale) zagościli w końcu na ekranach naszych kin. Wybrałem się, po cichu liczyłem na  coś w stylu Van Helsinga czy Nieustraszonych Braci Grimm, a dostałem znacznie więcej. Zapraszam na recenzję!

HANSEL & GRETEL: WITCH HUNTERS (2013)
Jan i Małgorzata bez skrupułów
szczerze, to jednak bajka choć dla widzów o mocnych nerwach

część I: Tylko pod żadnym pozorem nie jedzcie tych pie********* słodyczy!
Na początku chciałbym przedstawić tło całego przedsięwzięcia gdyż od twórców rozpoczynając spokojnie będę mógł przejść do kilku słów "za" i jeszcze mniej "przeciw". Tommy Wirkola jest winny temu przewinieniu na tle bajkowym. Tak, dokładnie ten sam pan, który dopuścił się świetnego miksu horroru i komedii filmem Zombie SS (wolę tytuł "Død snø") przez wielu uważanych, za najokropniejszą komedię i jednocześnie za najzabawniejszy horror dekady. Ten jegomość pochwycił starą jak świat baśń o Jasiu i Małgosi znaną prawdopodobnie na całym świecie opowieść o sierotach, którzy w duecie załatwili jedną czarownicę w oryginale paląc ją żywcem w jej własnym piecu. Wersja w reżyserii Tommiego mówi o tym co było dalej. Jak nasze rodzeństwo podrosło i wprawione w bojach po tym małym incydencie, likwiduje bez mrugnięcia okiem wiedźmy całej krainy.
Mamy do czynienia w bardzo widowiskowym filmem, który zdecydowanie przewyższa frajdę jaką można było czerpać z Van Helsinga czy Braci Grimm (specjalnie porównuję te trzy filmy z racji wielu podobieństw takich jak baśniowe klimaty, za bardzo poważne podejście do tematu oraz obsadę, która mimo dziwnego tematu poradziła sobie znakomicie). Efekty specjalnie, o które bałem się najbardziej, są wyśmienite, dodatkowo (o Boże) 3D będące jednak bardzo przekonujące, o niebo lepsze niż płascy Piraci z Karaibów 4 czy Avengersi zeszłego roku.

część II: Cukrzycę znali w średniowieczu
Aktorstwo to bardzo wyszukany wybór, gdyż Jeremy Renner znany chyba najbardziej z wyżej wspomnianych Avengersów i nowego Bourne'a poza strzelaniem, również ma niezły lewy sierpowy, a co do jego aktorstwa to jeszcze troszkę brakuje. Widać to bardzo nawet w konfrontacji z naszą Joanną Kulig grającą jedną z wiedźm. [wtrącenie / spojler] Jan nie skory na harce po kąpieli w sadzawce z rudowłosą dziewką od razu przejrzał na oczy. [wtrącenie / spojler] Reszta obsady to cudowne wdzięki Gemmy Arterton (Starcie tytanów jako Io) i Famke Jansen (trylogia X-men) połączone z rewelacyjnym (jak zawsze) Peter'em Stormar'em i Thomas'em Mann'em (młoda gwiazda, znany chociażby z Projektu X) tworzy całkiem zgrany zespół. Co do tej cukrzycy, Jan przedawkował za młodu słodyczy i w dorosłym życiu chodzi z czasomierzem informującym go, kiedy ma dostać zastrzyk, a za pasem posiada wielgaśne strzykawy z insuliną. Przypominam, wszystko osadzony w czasach późnego średniowiecza gdzie zza każdego rogu wyglądają zapadające się czworaki. Paranoja!

część III: Historia całkiem nie przekonywująca, ale nie o to tutaj chodzi
Fabuła to najmniejszy problem tego filmu, bo tak jak w przypadku Van Helsinga czy Braci... wszystko ładnie się łączy, rozwiązuje i smakuje wyśmienicie. Nie trzeba się męczyć, myśleć i przejmować. Tylko rozłożyć się w fotelu i cieszyć się strzałami lecącymi prosto na nas, wybuchami, odrywaniem głów czy zmodernizowanymi szybkostrzelnymi kuszami. Historia jest banalna i to nie jest wada tego filmu. Wadą jest zbytnia dynamika i chyba w dalszym rozrachunku brak jakiejś empatii. Nie ma momentów smutnych czy płaczliwych. Dziewięćdziesiąt procent filmu to efektowne wybuchy, pojedynki, bijatyki i cuda komputerowe na najwyższym poziomie. Ironiczny humor i suche żarty Jana to również plus, delikatne zagrania minami aktorów, drobne gesty w tętniącym i iskrzącym się filmie akcji jest atutem, jak nie głównym motywem filmu.

reasumując: To krwawa historia, która się nie przyjęła w kraju nad Wisłą
Dokładnie tak, mało u nas widzów na ten typ kina. Jak dla zakochanych par to film jest krwawy i dosyć brutalny, nawet można porównać go w straszności do Helsinga czy Grimmów. Jak dla dorosłych widzów to głównie błyski, strzelaniny i klasyczne dynamiczne fantasy - a fanów tego gatunku jest mało, oj za mało. No i po trzecie nie ma rozczulania się nad każdą czarownicą wiec nie ma co zwoływać nasze mamy i babcie na to widowisko. Aby jeszcze bardziej wybronić film, trzeba przyznać, że ścieżka dźwiękowa jest niesamowita, Atli Örvarsson + Hans Zimmer to świetne połączenie. Wielkim minusem dla mnie była sytuacja tuż po seansie, późno pora spowodowała, że podziemny parking w wielkim centrum handlowym stał się diabelnym labiryntem, zdecydowanie gorszym niż las czarownic w obejrzanym filmie. Mimo wszystko, polecam gorąco, chociażby spróbować na dvd czy blu-ray za dwa miesiące.



HANSEL & GRETEL: WITCH HUNTERS (2013)
8/10


posterek:
gatunek: akcja, fantasy, horror, baśń
premierowo: 17 styczeń (8 luty) 2013
dyrekcja: Tommy Wirkola
skrobacz: Tommy Wirkola
przyaktorzyli: Io ze Starcia tytanów i Sokole Oko z Avengersów
cytat: "Whatever you do, don't eat the fuckin' candy."

Brak komentarzy: