sobota, 30 marca 2013

#153 [K] Motel z chorym personelem

Felieton Film Fikcja
Motel z chorym personelem
Koniec pierwszego kwartału 2013 roku przynosi wiele nowych filmowych i telewizyjnych nowości, które ostatnimi czasy zaczęły mnie szczególnie intrygować, mowa tu oczywiście o serialu Bates Motel i Hannibal, a w kinie Martwe Zło i Niepamięć. Rozpocznę dzisiejszy felieton o nieśmiertelnym dziele Thomasa Harissa czyli cyklu poruszającego „perypetie” doktora Hannibala Lectera. Sam dawno, dawno temu przeczytałem Milczenie Owiec i to po obejrzeniu nagrodzonej ekranizacji. Potem była chwilowa fascynacja tetralogią (związane było z premierą Po Drugiej Stronie Maski) i twórczością Williama Blake'a (Hariss upodobał sobie samego Blake’a i często podpiera się motywami jego wierszy i obrazów, a nawet prozy).
Głośne zapowiedzi serialu stacji AXN ponownie rozbudziły zainteresowanie Hannibalem gdyż oto w roli smakosza i seryjnego zabójcy wcieli się Mads Mikkelsen, duński aktor znany głównie z roli czarnych charakterów (Casino Royale), kilkanaście dni temu zadebiutował w naszych kinach film o tytule Polowanie (Jagten), w którym Mads gra nauczyciela oskarżonego o pedofilie. Hannibal pojawi się już 4 kwietnia, a będzie to uwspółcześniona historia poprzedzająca fabularny wątek Francisa Dolarhyde’a z powieści Czerwony Smok (dwie ekranizacje: Manhunt z 1986 i Red Dragon z 2002). Miałem okazje obejrzeć jeszcze raz wszystkie części z Anthonym Hopkinsem i na nowo znalazłem kilka ciekawych detali i kwestii godnych uwagi. Jedną z nich będzie na pewno nie skupianie się na  detalach i szczególnie zauważalny błąd jakim jest użycie innego zdjęcia (w miejscu Hannibala) zamiast Hopkinsa w przeglądanej przez Clarcie gazecie z czasu schwytania go  przez Willa Grahama. Mam zamiar zamówić pozostałe powieści Harissa i w końcu przeczytać wszystko w odpowiedniej chronologii lecz obawiam się, że kilka innych powieści czeka z niecierpliwieniem na mój wolny czas. Nie jestem zagorzałym molem książkowym (jak widać po tym blogu) i gdybym chciał czytać wszystkie podstawy ekranizacji to nie miałbym kiedy oglądać tych fantastycznych filmów. Jednak wolę wyciągnąć rękę po DVD z Hannibalem niż go przeczytać, mam nadzieję, że to się zmieni – ale nie teraz.
Wspomniałem o uwspółcześnieniu perypetii doktora to nie mogę zamknąć tematu odgrzebywania filmowych ikon i przywracaniu im współczesnego wyglądu. Tak się fajnie składa, że kilka tygodni temu zadebiutował serial pod tytułem Bates Motel. Jestem po pierwszym odcinku i za moment wchłonę kolejny (i kolejny). Nie byłem do końca przekonany czy wyżej wspomniany serial to jednak współczesna historia, gdyż klimat, stylistyka i wykończenia (pomieszczenia, częściowo stroje, przedmioty) są pięknie odwzorowane z lat 60, do rzeczywistości powracamy gdy widzimy szkołę i detale (smartfony, tablety, marki produktów spożywczych). Historia mówi o 17 letnim Normanie Batesie (w tej roli rewelacyjny Freddie Highmore), który po „śmierci” razem z matką przeprowadza się do niedawno zakupionego motelu. Nazwisko Bates wszystkim fanom Hitchcocka kojarzy się jednoznacznie z filmem Psycho(za). Lubię ten film, ale po kilku minutach serialu ponownie zapragnąłem tego klimatycznego kina. Byłem święcie przekonany, że poza oryginałem z 1960 roku powstał tylko sequel i remake w 1998, a tu miłe zaskoczenie gdyż części w sumie jest 4. Przede mną wielki psychoseans i kontynuacja serialu. Tylko aby następca Anthony’ego Perkinsa podołał zadaniu i historia była równie ciekawa co tam pół wieku temu (w końcu nie tylko ja chcę poznać genezę Psycho(zy)).
Seriale z roku na rok stawiają mniejsze wymagania widzą i ich poziom bardzo smuci, jest ich więcej i szybciej osiągają stan anulowania. Bywa też tak, że z tej całej chmury różnych dramatów, kryminałów i thrillerów powstaje kilka wartych obejrzenia, baa wciągnięcia się na dobre. Jednym z takich seriali jest The Following z duetem aktorów, o których pisałem w poście „pojedynkowym”. Rewelacyjna gra Kevina Bacona, wciągająca fabuła zapętlająca i zakleszczająca kult pisarza / wykładowcy, motywy powieści E. A. Poe i umiłowanie śmierci tworzy jeden z najciekawszych serialowych światów ostatnich kilku lat. Podobne dobre serialowe widowisko to już wyjadacz The Killing czy brytyjski Ripper Street. Od BBC mamy również alternatywę z tego roku, a mianowicie Broadchurch z Davidem Tennatem (znany z roli Doktora Who w latach 2005 - 2010). Śledzę te śledcze seriale, a po cichu odliczam czas do premiery nowego (również uwspółcześnionego) Sherlocka i drugiego sezonu Perception, nie mówiąc już o amerykańskim odpowiednikiem Holmesa w serialu Elementary.
Do kina wybiorę się w połowie miesiąca gdyż za sprawą wielkiego Raimiego ożywa Martwe Zło (kosmiczne zdanie). Evil Dead bo taki oryginalny tytuł to remake filmu Sama Ramiego o tym samym tytule z 1981 roku. Pierwsza część była rewolucyjnym horrorem, którego kontynuacja i jednocześnie pastisz z 1987 roku wywołała falę krytyki i jeszcze większe rzesze zagorzałych fanów. Trzecia część Zła: Armia Ciemności była już komediowym horrorem stanowiącym swego rodzaju hołd dla tego typu filmów. Trzeba zaznaczyć, że tego roczna wersja filmu to bardzo przekonywujący horror z dużej litery, opierający się wyłącznie na efektach wizualnych (komputery w kąt). Z dziedziny kina science fiction (aby nie tylko mrok, zło i trupy) wybiorę się na film Oblivion (a przynajmniej takie snuje plany). Akcja filmu będzie się toczyć w przyszłości, w której ludzie mieszkają gdzieś bardzo wysoko nad powierzchnią planety, ze względu na promieniowanie. W roli główniej  Tom Cruise będzie musiał zmierzyć się z czymś, bla bla bla, ważne, że ładnie wygląda. Świetne concept-art’y i moje klimaty. Na koniec pragnę życzyć wiele dobrego na te Wielkanocne Święta, rodzinnej atmosfery, spokoju i zdrowia, a po świętach odpoczynek wieczorem przy dobrym serialu lub w weekend na dobry film… do kina rzecz jasna.

Brak komentarzy: