poniedziałek, 15 kwietnia 2013

#167 RECKA: Ewakuacja zapomniana

Kolejny raz skusiłem się na film z pobudek czystko estetycznych i szczerze powiedziawszy – nie żałuję. Niepamięć to film wizualnie dopracowany perfekcyjnie, ciężko o scenę niepotrzebną lub obarczoną montażową wpadką. Każdy detal, element scenografii czy futurystycznej technologii to cudo estetycznego designu, a jeżeli chodzi o fabułę, no cóż – nikt nie jest dobry we wszystkim. Oblivion – zapraszam na recenzję!


OBLIVION (2013)
Ewakuacja zapomniana

Niedaleka przyszłość i tak wielkie zmiany to nowość nawet dla fabularnych gniotów jakich ostatnimi czasy sporo w kinie z najwyższej półki. Pokazywanie świata za pół wieku w tak zmienionej formie jeszcze nie widziałem albo nigdy nie zdałem sobie sprawy, że pół wieku to tak dużo. Oglądając filmy z lat sprzed 20 i 30stu lat, połowa XXI wieku była odległą przyszłością, a teraz mając na tacy najbliższe lata, każda data z 20stką na początku jest na wyciągniecie ręki. To w dużej mierze zniesmaczyło mi wizję dronów, inwazji obcych i zapomnianego buntowniczego plemienia ludzi żyjących w ruinach dzisiejszych wielkich miast.

część I: Upadająca fabuła
Rok 2077, po nuklearnej wojnie z kosmitami, Ziemianie przenieśli się na jedną z niewielu ocalałych kolonii w okolicach pierścieni Saturna w naszym układzie planetarnym. Jack Harper (niziutki Tom Cruise) razem ze swoją towarzyszką stacjonuje na ewakuowanej Ziemi, naprawia i podrasowuje uszkodzone drony (swoją drogą motyw latającej, śmiercionośnej kulki jest stary jak świat). Pozostały dwa tygodnie, po których Jack ma wrócić na Tytana (księżyc Saturna) aby cieszyć się błogim życiem ocalonego. Na nieszczęście w czasie jednego z patroli swoim rewelacyjnym statkiem bohater odkrywa i ratuje przed zniszczeniem kapsułę z kobietą w stanie krio-snu. Uratowanie jej całkowicie zmienia bieg wydarzeń, wiele spraw będące w tym momencie mrzonkami i niepewnościami dostają solidnych podstaw. Odkrywając szokującą prawdę, która łączy go z Ziemią z przeszłości, Jack zostaje zmuszony do ogromnego poświecenia czego efektem jest walka nie tyle o swoją tożsamość co o losy całego gatunku ludzkiego.
Tak pokrótce wygląda fabuła, o której nie chciałbym więcej pisać i spoilerować gdyż film w bardzo finezyjny sposób łączy lekką intrygę z klasycznymi już motywami stacji kosmicznych, manipulacji genami, zapomnianych kolonii czy nagminnie poruszanego tematu sztucznej inteligencji czy bezwzględnych skomputeryzowanych systemów dowodzenia.

część II: Nie można oderwać wzroku
Oglądając ogrom zdjęć concept-artów nie mogłem pozbyć się wrażenia, że te piękne rysunki nie mogą pokryć się w jedną spójną całość, że niewykonalne jest stworzenie scenorysu a co dopiero logicznej fabuły, o której pisałem powyżej. W tej sferze jest kilka pytań i niedociągnięć ale strona wizualna jest praktycznie nieskazitelna. Joseph Kosinski to nie tylko reżyser filmu TRON: Legacy (również cudo wizualnej harmonii i błogostanu) ale autor komiksu na podstawie którego narodził się film. Kisinski zaprzągł do pracy specjalistów z najwyższą rangą wśród futurystów i gości od efektów wizualnych tworząc dzieło skrajnie delikatne i zimne. W filmie odnajdujemy ogrom cudeniek technicznych tak dopieszczonych i obłych i zaokrąglonych, że głowa boli. Wszystko, nawet pomieszczenia na tymczasowej stacji głęboko w chmurach jest smukłe i pociągłe, białe, kremowe i srebrne. Gdzieniegdzie trafiają się dotykowe, migoczące niebieskim światłem panele dające dodatkowy efekt chłodnej technologii. Ciężko doszukiwać się brudu, czy nierówności, gdyż sam strój Jacka jest srebrnobiały z symetrycznymi kieszeniami, okrągłymi zapięciami i kaburą idealnie dopasowaną do broni. Sondy i statek są okrągłe, zwinne i świetnie wkomponowujące się w krajobrazy i scenerie. Schody zaczynają się w chwili kontaktu z innymi ludźmi czy w czasie wymiany ognia, zniszczenia, płomienie i rozpadające się ściany troszkę niszczą tą idealną wizję, ale i ten zabieg był potrzebny.

część III: Muzyka gra pierwsze skrzypce, aktorstwo można pominąć 
Dokładnie tak jak w tytule akapitu, muzyka to soundtrack w całości skomponowany przez grupę M83, projekt muzyczny Anthony`ego Gonzaleza, założony w Antibes we Francji w 2001 roku. Muzyka M83 to połączenie elektroniki z muzyką rockową, która w tym filmie jest jeszcze bardziej elektroniczna i zamiast rockowych wstawek mamy delikatne popowe wstawki potęgując delikatność wizji.
Aktorstwo Olgi Kurylenko jest u mnie pod znakiem zapytania w przeciwieństwie do Andrei Riseborough, podziwianej przeze mnie nie od dziś (Welcome To The Punch, Shadow Dancer). Tom Cruise to aktor dziwny, bardzo dziwny człowiek osobiście i w dalszym ciągu staram się odgraniczyć jego osobę od fenomenu Krzysztofa I. ze znanej telewizji z logiem „słoneczka”. Aktorstwa brak, a umiejętność pokazania się, zabłyśnięcia i marketingu na najwyższym poziomie. No i kilkuminutowa obecność legendy kina: Morgana Freemana nie wystarczyła aby zrobić z tej ładnej zabawki – gadżet miesiąca.

W spojlerowych zdaniach (zaznacz aby przeczytać): Aby dowiedzieć, że coś w tym filmie nie gra, wystarczy się długo wpatrywać w ekspresje twarzy Cruise'a przez pierwsze 5 minut filmu. 

Ciekawostki:
  • Jessica Chastain, Olivia Wilde, Noomi Rapace, Kate Mara, Olga Kurylenko, Mary Elizabeth Winstead i Brit Marling brały udział w castingu mającym na celu obsadzenie roli Julii. Wybrana Jessica Chastain musiała jednak zrezygnować z powodu konfliktu zobowiązań zawodowych i jej miejsce zajęła Olga Kurylenko. 
  • Diane Kruger, Hayley Atwell i Kate Beckinsale były brane pod uwagę do zagrania Victorii.

OBLIVION (2013)
8/10

posterek:
gatunek: science fiction
premierowo: 10 (19) kwietnia 2013
dyrekcja: Joseph Kosinski
skrobacze: Joseph Kosinski, Karl Gajdusek, Michael Arndt
przyaktorzyli: Bóg w wielu filmach, Ethan Hunt w Mission Impossible, Camille w Casino Royale
cytat: I've been watching you, Jack. You're curious. What are you looking for in those books? Do they bring back old memories? Don't ask too many questions. They lied to you. It's time to learn the truth.


Brak komentarzy: