wtorek, 16 kwietnia 2013

#168 [NL] TOP HORRORÓW (90') część 1/2

Po moim wielkim osobistym sukcesie jakim była subiektywna lista filmów science fiction okresu 1990 – 1999 oraz po namowach kilku osób postanowiłem kontynuować cykl i zakręcić się w okolicach tych moich młodzieńczych lat. Rozpoczynam od pierwszych horrorów i jak zwykle w drugiej części skończę na 3 najlepszych dziełach z gatunku grozy. Szczerze, muszę przyznać, że lata 90’ dla tego gatunku to okropnie kiepski okres. Jest kilka wyjątków o jakich wspomnę, ale w większości to kontynuacje i kiepskie wersje telewizyjne. W pierwszej części 17 filmów na równym poziomie. Druga część pojawi się w okolicach sierpnia. Gorąco zapraszam

1990

To był jeden wielki koszmar, pierwszy kwartał był czymś nieporównywalnie beznadziejnym w gatunku horrorów. Druga połowa roku wypuściła kilka ciekawych pełnometrażówek. Nie ma się co dziwić, pomysły się bardzo szybko kończyły i nie pozostawało nic innego jak kontynuacje (wypadające dość słabo) znanych przebojów lat 80tych na które to przypadł rozkwit tego specyficznego kina. Sam koniec 1988 i 1989 to wielkie przeboje kinowe rozpoczynając od Drugiej części Pogromców duchów, Laleczki Chucky czy Smentarza dla zwierzaków, kończąc na Równie dobrej części drugiej Hellraisera czy już wtedy wypływających jak tętnicza krew Koszmarów z ulicy Wiązów (Władca snów i Dziecko snów).
Pierwszym filmem, który zrobił na mnie ogromne wrażenie jest Drabina Jakubowa. Nie jest to może klasyczny horror ale raczej oniryczne obcowanie z thrillerem psychologicznym i dreszczowcem wysokich lotów. Jak wiemy, wiele opisów można znaleźć w sieci ale żaden opis, nawet najdokładniej przedstawiający fabułę filmu nie działa na zmysły tak jak kilka zdjęć z filmu. Specyficzny, mroczny klimat, okropne wizje tytułowego Jakuba i intryga szyta grubymi nićmi to tylko przedsmak tego co urzekło miliony widzów na całym świecie.
Druga część Gremlinów jest spod gatunku horroru ale chyba nikt nie jest w stanie mnie do tego przekonać i nawet gdybym chciał omawiać ten film to nie pod szyldem horroru lecz świetnej komedii wzbogaconej o rewelacyjny czarny humor. Zamiast Rozrabiających zielonych stworów mam bardzo przekonującego Tima Curryego w roli diabolicznego, tańczącego klowna zabijającego dzieciaki w miniserialu To (It) bazującego na jeszcze lepszej powieści Stephena Kinga. Film robi ogromne wrażenie i wystarczy jeden seans aby nabawić się koszmarów na kilka następnych dni (oczywiście jak się jest delikatnym dzieckiem). W filmie występują między innymi Seth Green i Anette O’Toole (mama Klarka Kenta z serialu Smallville).
Następnym dziełem z dreszczykiem jest Arachnofobia czyli drugi obok Pająków film o ośmionożnych zabójcach. Bez względu jaki się ma stosunek do tych dziwnych stworzeń należy im się szacunek za niebywałe umiejętności do uśmiercania swoich ofiar. Film Franka Marshalla (Kongo, Przygoda na Antarktydzie) to niebywały spektakl aktorstwa Jeffa Danielsa i Johna Goodmana oraz Juliana Sandsa w roli doktora Athertona. Jak to bywa w filmach o dzikich zwierzętach i w tym wyprawa odnajdująca nowy gatunek oczywiście musi coś spieprzyć aby zabójcza nowość zrujnowała innym życie. Fenomenalne zdjęcie i napięcie jakiego nie powstydzi się żaden reżyser.
Człowiek ciemności to zapomniany film Sama Raimiego, który przez swoją opieszałość w reakcjach fanów na jego nieszczęście doczekał się dwóch kontynuacji. Fenomenalna rola Liama Neesona nie podniosła statystyk „dzieła” i tak samo jak Colin Friels Raimi jako reżyser pierwszy i ostatni raz miał twarde lądowanie na dnie amerykańskiego kina grozy.
Egzorcysta to film ogromnie popularny na całym świecie i to nie tylko ze względu na makabryczną charakteryzację czy poruszane treści, a jeden z najbardziej klimatycznych filmów grozy w historii kina, mrożącą krew w żyłach muzykę i szalenie dobre aktorstwo. Tak było z pierwszą częścią ale to nie wszystko, po upadku dwójki część trzecia poradziła sobie znakomicie plasując się gdzieś pierwowzorem, a równie dobrą częścią czwartą nakręconą zaledwie 9 lat temu. William Peter Blatty musiał się bardzo nagimnastykować aby zarobić cokolwiek po gorzej niż beznadziejnej części o podtytule Heretyk. W tej części oczywiście chodzi o opętanie i próby walki całą artylerią nieba ale również jest silny motyw detektywistyczny, który drąży tunele wokół tej całej duchowej otoczki.
Na sam koniec chciałbym wspomnieć o dziele dość nietypowym, a mianowicie o Zmierzchu: Wampiry w odwrocie, filmie z Davidem Carradinem w roli głównej i genialnym Brucem Campbellem (Trylogia Martwego Zła) grającego Roberta Van Helsinga. Akcja filmu dzieje się na dzikim zachodzie gdzie jeden klan wampirów stara się oduczyć zabijania ludzi lecz nie wszyscy są zwolennikami pracy przy produkcji sztucznej krwi. Reżyser tego niebanalnego i bardzo zabawnego dzieła jest Anthony Hickox, twórca trzeciej części Hellraisera, czy drugiej Czarnoksiężnika ale późniejsze filmy nie przynosiła takich profitów na jakie mogłyby zasłużyć i obecnie już pewnie nic ten pan nie zarobi.

1991
Jedną z najwspanialszych postaci kina grozy jest niewątpliwie Robert Englund gdyż jako młody aktor rozpoczął żywot jednego z największych psychopatycznych morderców w dziejach horroru. Freddy Krueger gdyż o nim mowa miał skończyć swój krwawy cykl w szóstej części Koszmaru z ulicy Więzów (lecz jak wiemy, tak się nie stało). Podtytuł: Freddy Nie Żyje – Koniec Koszmaru był definitywnym podsumowaniem cyklu gdyż nawet w czasie napisów końcowych, montażysta raczy nas pokazem najciekawszych scen z poprzednich części. Sam film jest wybornym, zaskakującym i pewnie najdziwniejszym zlepkiem klasycznych slasherowych scen, zagadkowych i psychodelicznych faz oraz kilku fajnych epizodycznych ról (chociażby drugi raz w serii pojawia się Johnny Depp). Fabuła wywraca się do góry nogami, widz nie jest gotów na tak dziwny przebieg zdarzeń, a w porównaniu do poprzednich części nie ma aż tyle obrzydliwości i scen gore ponieważ w latach 90’ przestaje to być już na topie. Ogląda się przyjemnie, jeszcze przyjemniej w nocnych maratonach Koszmaru…
Freddy jest równie zabawny co w poprzednich częściach, ale tym razem bardziej brata się w widzem i poniekąd tłumaczy się z bycia sobą. Nie jest straszny, a na swój sposób zabawny, najzabawniejszy ze wszystkich części aby na nowo straszyć w kolejnej części, a może rebocie pod tytułem Nowy Koszmar Wesa Cravena ale o tym nieco później.
Laleczka Chucky 3 to film mierny, fabularnie minęło już 8 lat od wydarzeń z drugiego filmu o laleczce z duszą mordercy. Andy Barcley jest już nastolatkiem uczącym się młodzieżowej szkole wojskowej (cóż za ironia). Firma produkująca laleczki (killer’s generation – musiałem wtrącić) ponownie decyduje się wznowić serię zabaweczek no i wszystko się komplikuje gdy Charles Lee Ray przejmuje kontrolę nad jedną lalką. Reasumując film: pościg Andiego w wykonaniu skrupulatnej zabawki z nożem.
Nie mogę ominąć dwóch produkcji, które bardzo miło wspominam mimo niskiego poziomu zarówno aktorskiego jak i „efekciaskiego”, który niewątpliwie dla tych filmów powinien być wysoki. Pierwszym jest The People Under the Stairs w naszym fantastycznym tłumaczeniu tytuł brzmi: W Mroku pod Schodami z niebanalna grą jednego z bohaterów serialu Twin Peaks (Everett McGill) oraz troszkę gorszym (i dziwniejszym) Billem Cobbsi (Show chciałoby się dodać). Kolejna pozycją jest decydujące zakończenie (a myślałem, że trzecie część to koniec) Omena z numerem IV. W dalszym ciągu obracamy się w klimatach prawniczo – politycznych, mamy małżeństwo z wyższych sfer adoptującą Delię, dziewczynkę dziwną, tajemniczą i jak się potem okazuje „złą”. Urodzona w dziwnych okolicznościach (Damien się pewnie w grobie przewraca ???) dziewoja okazuje się Antychrystem siejący postrach i mord. W tej decydującej części mord i postrach leży i kwiczy, fabularne dno, aktorsko nie odstaje od części II ale brak tak klasycznego i przerażającego imienia Damien jest wielkim minusem.
Na sam koniec muszę dopisać film telewizyjny, który z racji swojej wysokiej rangi był wyświetlany chyba we wszystkich telewizjach na świecie. Oni czasami wracają to potyczki nauczyciela z mordercami brata. Oprawców odnajduje wśród uczniów miasteczka od którego uciekła… 27 lat temu. Film doczekał się kontynuacji w tytule …Again z Hilary Swank i Michaelem Grossem oraz jeszcze później trzeciej części również w tytule …for More ale tym razem z nikim „istotnym”.

1992
3-14 czerwca w Rio de Janeiro odbyła się konferencja ONZ pod hasłem „Środowisko i Rozwój”, zwana „Szczytem Ziemi” i tego samego roku w kinie rozpoczęły się dziać straszne rzeczy. Scenarzyści umierają na zawał, a inni tracą umysł i zostają zamykani w szpitalach psychiatrycznych. Nie ma co kręcić i pozostają tylko mizerne horrory zagrożone wyginięciem z filmowych szpul. Wiklinowy koszyk 3, Brama 2, Bal maturalny IV, Dom 4, Powrót nienazwanego – mogę tak wymieniać bez końca. Nie twierdzę, że każdy z tych filmów to gniot gdyż Critters 4 bądź, co bądź aż takim gniotem nie był i oglądając jednym ciurkiem 4 części ładnie wpasowuje się w fabułę. Podobnie ma się taki film jak Children of the Corn II: The Final Sacrifice dobrze zgrana i zagrana część, wpasowuje się fabularnie wprost cudnie i gdyby nikt nie był świadomy co nadejdzie po tym filmie (następne kilka tytułów) to z ręką na sercu: da się na tym bać.
W 1992 roku powstał moim zdaniem tylko jeden oryginalny tytuł, którego reżyser jest obecnie jednym z najbardziej cenionych twórców kina odrealnionego, fantastycznego i widowiskowego. Mowa oczywiście o Martwicy Mózgu, film owiany tajemnicą gdyż jak mówią sami fani: ryje psychikę i pozostawia niesmak na długie tygodnie ale ma „to coś” co każe do niego wracać. Braindead opowiada losy Lionela, którego matka zostaje ugryziona przez małposzczura (wiem jak to brzmi, wybaczcie) i zapada na tajemniczą chorobę, w efekcie której jej skóra zaczyna odpadać, a sama potrzebuje ludzkiego mięsa aby funkcjonować – klasyczny żywy trup. Film obfituje w fontanny sztucznej krwi, turlających się kawałków styropianowych kończyn czy plastikowych głów. Wykonanie jest równie mizerne co półwieczne horrory kina klasy B (bo i Martwica do niego należy). W dalszym ciągu nie wiem jakim cudem odrodziła się z popiołów i wywołała burzę po premierze największego dzieła Petera Jacksona – Władcy Pierścieni.
Podobnie ma się Armia Ciemności – najukochańszy komediowy horror w dziejach. Nie dość, że druga część Martwego Zła była komiczna i powodowała szeroki uśmiech to kolejna część (prawdopodobnie) zamykającą trylogię (duologię traktując część pierwszą jako niezwiązaną z fabułą „bazę” do dalszych filmów) jest jeszcze śmieszniejsza i dziwniejsza. Ending Evil Dead II i opening Armii Ciemności są świetnie powiązane i w skrócie pokazują co widzowie widzieli albo co zobaczą za chwilę. Pastisz Evil Dead i średniowieczna komedia ze świetnymi wstawkami Bruce’a Campbella to amerykańska wersja Monty Pythona w jednym filmie. Pozostaje oddać hołd w moim „top” i czekać na zapowiadaną od jakiegoś czasu część IV.
Hellraiser III: Hell on Earth to trzecia część przygód (mały związek z fabułą poprzedników) Cenobitów na Ziemi. Obfitująca w dużo podtekstów seksualnych, makabrycznych przeinaczeń ciała (nie chcę zniechęcać) i duże ilości brutalności Hellraiser III to kino dla widzów o mocnych nerwach. Jak dwie pierwsze części były na swój sposób perwersyjno-tajemnicze dozujące brutalność i krwawą maskaradę to w tej części i kolejnych trzech twórcy idą na całość i pokazują co można wydobyć z ludzkiego ciała i jak skomplikować wygląd aniołów śmierci (czytaj: nowi Cenobici z Pinheadem na czele).


1993
Kolejny raz jestem zobowiązany do poruszenia kwestii kilku sequeli, gdyż i ten rok był bardzo ubogi pod względem przerażania widzów. Mentalność młodych odbiorców zmieniała się diametralnie. Z łaknących krwi półgłówków, młodzi zaczęli się bać samych strasznych miejsc, posiadłości czy namacalnych przedmiotów będącymi pamiątkami, starociami i artefaktami posiadającymi bogatą historię, a nawet duszę. Tak więc powstawały produkcje takie jak: The Tommyknockers, Necronomicon czy Puppet Master 4.
Rozpoczęła się faza na odradzanie zapomnianych w tym czasie ikon kina grozy, głównie wampirów, a później wilkołaków i innych bagiennych stworów i mumii. Rozwijające się bardzo dynamicznie bogactwo efektów specjalnych oferowało duże pole do popisów, a efekty wizualne zaczynały być coraz bardziej przerażające i pomysłowe.
Była to już prawie połowa lat dziewięćdziesiątych i rozpoczęto odrzucanie irracjonalnych, fantastycznych teorii powstawania monstrów, a zapoczątkowano kult nauki i bardzo radykalnych teorii z pogranicza biologii, chemii i fizyki. Ponownie poruszono wpływ promieniowania, skażenia chemicznego czy czynników biologicznych. Późniejsze lata były o wiele bogatsze i intensywniejsze pod względem kina grozy. Jednym z bardzo oryginalnych, a mało znanych obrazów był film Cronos od wtedy jeszcze mało znanego del Toro (Hellboy, Nie Bój się Ciemności, Labirynt Fauna). Film zyskał ogromne poparcie na wielu festiwalach i był tak bardzo oryginalnym filmem zataczającym się w pijackich spazmach o tematykę wampirów, że 10 lat po premierze został wydany kolejny raz, tym razem na DVD. Wzbogacony o kilka nowych scen, utrzymany w posępnym, zamkowym klimacie Cronos z racji swojej oryginalności w dalszym ciągu powoduje deszcze.

1994
Cristian Slater, w moim osobistym odczuciu, sprawdza się rewelacyjnie w roli dziennikarza. Pokazał to w Wywiadzie z Wampirem gdzie rozmawia o losach jednego z najbardziej znanych krwiopijców pióra Anny Rice. Film nie tylko jest jednym z najlepszych adaptacji powieści grozy ale również niesamowitym popisem kunsztu aktorskiego, scenograficznego i kostiumowego. Dzieło obfituje w cienkie stróżki krwi na ubiorach stworzonych idealnie na wzór tych, w jakich chodzili ludzie XVIII czy XIX wieku w zależności od miejsca rozgrywającej się akcji. Mamy zróżnicowanie miejsc, klimatu i napięcia, które poza wyżej wspomnianą gra aktorską jest potęgowane przez świetną ścieżkę dźwiękową. Osobom, które nie są jeszcze zaznajomione z karzełkowatą postacią Toma Cruise’a z ząbkami  gorąco polecam.
Chwilę wcześniej pisałem o śmierci Freddyego Kruegera w szóstej części Koszmaru z ulicy Wiązów. Tym razem koszmar powraca ale już w całkiem nowej odsłonie. Powstały na przełomie 1993 i 1994 roku film Wesa Cravena to, jak głosi sam tytuł, jego Nowy Koszmar. Historia powstania pierwszej części jest, jak sam reżyser wiele razy stwierdzał, „dosyć skomplikowana”, gdyż postać sennego mordercy ze szponiastą rękawicą pojawiła się w głowie Wesa podczas drzemki i nie opuszczała go, aż do momentu pierwszego klapsa na planie filmu. Cała historia śniła się mu przez długie miesiące, dopieszczał w tym czasie scenariusz wiele razy aż uzyskał końcowy efekt i zebrał odpowiednią ekipę. Koszmary opuściły Cravena na długie lata, w których kolejne części powstawały, poniekąd za jego przyzwoleniem (w końcu nie miał wyboru, gdyż prawa do filmu miała wytwórnia, a nie reżyser). Po filmowej śmierci Freddyego, Wes ponownie obudził się z przerażeniem w oczach, otóż Krueger ponownie zagościł w jego głowie, postanowił pokazać historię na nowo, z tym wyjątkiem, że będzie to reboot jego pierwowzoru, w którym nie ma miejsca na choćby odrobinę kooperacji z poprzednimi częściami. Nowy Koszmar Wesa Cravena to mieszanka dokumentu, mrocznego fantasy i horroru manipulującego widzem na wiele sposobów, co gorsza – manipulującego widzem przez interakcje prawdziwych aktorów grających siebie w filmie. Co z Freddym w takim razie? Czy England gra siebie i Freddyego? Mogę powiedzieć tylko tyle, że Krueger jest silniejszy, mroczniejszy i bardziej pewny siebie, tym razem ma ostrza na wszystkich palcach i wygląda na to, że bardzo niedawno zwiał z piekła ubrawszy na szybko kapelusz i prochowiec.
Trzecim filmem wartym wspomnienia jest Wilk z Jackiem Nicolsonem i Michale Pfeiffer w rolach głównych. Inny niż wszelkiego typu wilkołacze horrory. Film Mike’a Nicholsa obfituje w wiele zaskakujących scen, ale nie jest dziełem bez oczywistości i dennej intrygi (bez której, żaden film o wilkołakach się nie przeciśnie przez dystrybutorskie sito). Aktorstwo na poziomie oraz ta oryginalność (mimo lipnej fabuły) i świetny montaż nie pozwalają zasnąć (znam osoby, które usnęły przez rozpoczęciem filmowej intrygi ale to szczegół).

1995
Wspominałem, że rozpoczęły się zakwity (i przekwity) filmów o tematyce Draculi i jemu podobnych bloodsuckerów. Skoro tak popularne było wysysanie krwi na poważnie to czemu się z tego nie ponabijać? I właśnie tak powstała cała gama komedii wykopujących z horrorowych skrzyń wampiry: Dracula - wampiry bez zębów z już nieżyjącym Leslie Nielsenem i Wampir w Brooklynie z czarnoskórym nietoperzowatym. Kolejną falą komediowych straszydeł była cała seria filmów bazujących na serialu Opowieści z Krypty i jednym z takich dziwactw był film Władca demonów czy później Orgia krwi.
Kolejnym filmem w tym zestawieniu (już mniej prześmiewczym) jest Wioska przeklętych. Był to filme, w którym wystąpił już nieżyjący Christopher ‘Superman’ Reeve. Historia, jak to zwykle w takich filmach bywa, opowiada o miasteczku, w tym przypadku Midwich, w którym kobiety z niewyjaśnionych przyczyn (If you know what i mean) zostają zapłodnione i rodzą „dziwne i tajemnicze” dziedzi. Intryga na miarę Oni Żyją albo Dzieci kukurydzy z charakterystycznymi perłowowłosymi pociechami.
Tajemnica Syriusza (oryginalnie Screamers – chwała niech będzie polskim tłumaczom…) to kolejny dobry film (ale bez przesady) na bazie prozy Philipa K. Dicka. Miesiąc później na VHS wychodzi część 7 Skowytu, a pod koniec roku same hity.
Nawiedzony z młodziutką Kate Beckinsale oraz Aidanem Quinn w roli Davida Asha, profesora parapsychologii, człowieka, którego zwichrowana przeszłość pozostawiła nieodwracalny ślad. Kiedy przystępuje on do badania tajemniczych zjawisk w posiadłości Edbrook House, przestaje wierzyć nawet w stan własnego umysłu.
Christopher Walken znany jest z wielu fantastyczny ról, nawet w horrorach (Armia Boga) ale o Uzależnieniu z 1995 roku mało kto słyszał. Klasyczna historia: Kathleen Conklin, studentka filozofii zostaje ugryziona przez wampira. Bohaterka zaczyna zmieniać się w monstrum a jej pragnienie krwi jest porównywalne do narkotykowego uzależnienia. Reżyserem jest twórca takich filmów jak 4:44 – Ostatni dzień na Ziemi, Zaćmienie czy Historie z metra więc poziom filmu jest już prawie pewny, aktorstwo również, a co do całej otoczki – wystarczy spojrzeć na plakat i przekonać się, że to nie błahe kino.


autor: Maciek 'Temptershell' Wojtoń
edycja: Hibernus
informacje: imdb.com / filmweb.com / wiedza własna

Brak komentarzy: