środa, 10 lipca 2013

#216 [R] Third Millennium Monster Movie (recenzja)

Świeżutko po seansie, mam przyjemność zaprezentować recenzje najnowszego filmu Guillermo del Toro pod tytułem: PACIFIC RIM. Nie ukrywam, że obecnie to mój faworyt do najlepszego filmu rok, a wyczekiwanie na tą produkcję rozpoczęło się dopiero z końcem czerwca. Plakaty i schematy, zwiastuny i teasery, nawet materiały viralowe i świetna strona promocyjna nie zachęcił mnie... do czasu. Zapraszam!

Hasła kluczowe: epicka rozpierducha | Kaiju | Jaeger | Monster Movie z prawdziwego zdarzenia | destrukcja


PACIFIC RIM | RECENZJA | del TORO | MONSTER MOVIE | ELBA | DOKTORZY | DESTRUKCJA | 2013


PACIFIC RIM (2013)
Third Millennium Monster Movie
(recenzja)

Mały słownik pojęć
Kaiju – czyli bestia albo potwór. Określenie używane przy skategoryzowaniu filmów typu Monster Movie gdzie ludzkość walczy z gigantycznymi monstrami np. Godzilla. W filmie określenie szkarad z innego wymiaru.
Jaeger – z jezyka niemieckiego: łowca albo myśliwy. W filmie nazwa specyficznej broni typu egzoszkielet. Konstrukcje Jaegerów mierzą około 70 – 100 metrów i ważą w okolicach 2000 ton.
Rim –wyrwa, obręcz, brzeg, kołnierz. W filmie to nazwa portalu na dnie oceanu łącząca nasz wymiar z obcym, dotąd nie poznanym wymiarem przez który przechodzą Kaiju.

Fabuła, czyli jak odwołać apokalipsę.
Film rozpoczyna się od swoistego wprowadzenia w całą sytuację. Mamy rok 2015, powstaje tajemniczy portal na dnie oceanu przez który przechodzi gigantyczne monstrum nazwane Bladehead (z racji specyficznie wyglądającej głowy). Standardowe siły wojsk zabijają gada aby po krótkim okresie pojawiło się kolejne oceaniczne zło. Ludzie zbierają fundusze i budują pierwszego Jaegera. Gigantycznych rozmiarów robot kontrolowany przez jednego pilota podłączonego specjalnym portem z systemem sterującym robota, a dokładnie mecha. Wszystko, ładnie i pięknie wygląda na początku kiedy Ci Jaegerzy (tak, więcej gdyż każde większe państwo chce mieć swojego) rozwalają coraz to nowe potwory i stają się super gwiazdami. Okazuje się, że kontrolowanie giganta ze stali przez jedną osobę niesie za sobą ogromne konsekwencje zdrowotne i od tamtego czasu tworzone są duety aby obciążenie nerwowe nie było tak wielkie. Nowe typy uzbrojenia, nowe klasy Jaegerów. Portal uwalnia również coraz to ciekawsze i większe Kaiju, które poza standardowymi umiejętnościami (sic – no po prostu większym powerem w łapskach) posiadają dodatkowe systemy obronne i zaczepne (kwas, radioaktywność, impulsy elektromagnetyczne – o tym później) zaczynają siać zniszczenie i zamęt.
Film już na samym początku pozwala poczuć odrobinę tej wystrzałowości, którą mogliśmy poczuć w zwiastunach i nie wieje nudą jak w większości takich produkcji. Po długim, efektownym wprowadzeniu mamy oczywiście ochłodzenie atmosfery, poznajemy głównych bohaterów i ich specyfikę. Jedni są nadzwyczaj spokojni, inni w pierwszych scenach wyglądają na niezrównoważonych. Zarysowanie sytuacji i szczegółowe naszkicowanie całego uniwersum, gdzie Kaiju jest czymś normalnym i na stałe wpisało się w kulturę człowieka, Specjalna jednostka konstruująca i zarządzająca Jaegerami jest czymś w rodzaju kultowej organizacji znanej głównie z telewizji, a widz nie ma pojęcia komu bardziej kibicować – potworom czy pilotom.
Od połowy filmu mamy już praktycznie samo mordobicie, a pod koniec sceny z jednej strony chwytające za serce, z drugiej emocjonujące dużych chłopców czyli mortal kombat w głębinach. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że na siłę zastosowano te klasyczne schematy filmów katastroficznych gdzie traumatyczne przeżycia głównych bohaterów w punktach kulminacyjnych filmu będą wielką drzazgą psującą wszystko czego się nie dotkną aby na samym końcu właśnie dzięki tym przeżyciom mogli oni uratować sytuację. Wielka tajemnica idola bohaterów zostaje ujawniona tuż przed Hitchcockowskim trzęsieniem ziemi, a najzabawniejsza postać dostaje swoje 5 minut na samym końcu filmu. Nic nie zdradzę więcej z fabuły gdyż byłoby to świętokradztwo takiego widowiska i tu kolejny plus filmu – długość jest w sam raz, praktycznie równe dwie godziny są świetne. Nie jest ani za długi i męczący, ani krótkim pokazem fajerwerków od del Toro. To konkretny film z konkretnym efektem. Jak picie dobrego alkoholu, ładnie wchodzi i zostawia przyjemny posmak na końcu.

Twórcy – zmontowali piekło
Na pokaz prasowy dostałem ładną teczuszkę z czterema głównymi Jaegerami, a w środku ładna karteczkę od Warner Bros. Pictures i Legendary Pictures na której wypisane są następujące nazwiska: del Toro, Beacham, Tull i Jashni, a jakby tego było mało to dodali Greena jako producenta wykonawczego. Teraz jak to ładnie napisać aby było zrozumiałe i po kolei.
Guillermo del Toro, to człowiek orkiestra, pisałem już o nim troszkę, ale napiszę i te kilka słów. Jest zarówno reżyserem jak i scenarzystą. Końcowy kształt filmu zawdzięczamy jego pomysłom. Bardzo wyraźnie czuć odwołania do wcześniejszych produkcji jakimi są dwie części Hellboy’a. Film jest skonstruowany tak aby po pierwsze było to klimatyczne kino science fiction z nutą oryginalności, po drugie to hołd kinu Monster Movie (nie wiem dlaczego z dużej litery). Zarówno są podwodne pojedynki i ujęcia jak z filmu Potwór z Czarnej Laguny oraz przejścia między wieżowcami z Bestii z głębokości 20 000 sążni czy Godzilla - King of the Monsters z 1956 roku.
Travis Beacham – pomysłodawca, napisał scenariusz, ale moim zdaniem ma on dobre pomysły i nic więcej. W zależności kto się czepi jego scenariuszy to albo spieprzy (Starcie Tytanów) albo poprawi – Pacific Rim.
Ramin Djawadi – kompozytor i to nie pierwszy raz współpracuje z reżyserem tego obrazu (Blade II), zaskakująco udane kawałki, szczególnie te bitewne, aż dech zapiera przy dobrym nagłośnieniu (patrz: sala IMAX).
Guillermo Navarro – stały współpracownik Guillermo, odpowiada za całą produkcję filmu, a 42 letni Callum Greene jako producent wykonawczy podpisał się pod wszystkim rękami i nogami.
Panowie zmontowali prawdziwe oceaniczne piekło, wizję nie tyle zaskakującą co szalenie widowiskową, jako fan(atyk) kina sci-fi muszę przyznać, że lata czegoś takiego nie widziałem, naprawdę nie kojarzę filmu, który zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie wizualne, a widziałem wiele.

Ekipa pięknie się prezentuje, no może nie wszyscy
Gra aktorska to po prostu ładnie współgrający ze sobą jeden organizm, jak ktoś wypada z obiegu to reszta może się zawalić. W tym przypadku wszystko jest na swoim miejscu. Udawania nie ma, a jeżeli jest  to najmniej mi pasował główny bohater (tak, naprawdę nie trawię gościa) oraz Robert Kazinsky (tego to w ogóle nienawidzę). Mógłbym podzielić obsadę na 3 warstwy i to moje subiektywne kategorię:
Pierwsze skrzypce:
Charlie Hunnam (serial Sons of Anarchy) jako Raleigh Becket ●●●●●
Idris Elba (serial Luther) jako Stacker Pentecost ●●●●●
Rinko Kikuchi (Map of the Sounds of Tokyo) jako Mako Mori ●●●●●
Robert Kazinsky (serial True Blood) jako Chuck Hansen ●●●●●
I krótkie podsumowanie, najlepszą role miała Rinko Kikuchi wcielając się w Mako. Z jednej strony targana makabrycznymi wspomnieniami, z drugiej posłuszna Pentecost’owi (Idris Elba), jako swojemu dowódcy próbuje w każdej scenie pokazać ile jest warta. Bardzo mi się to podoba, jej mimika i gestykulacja oraz sama postawa i to podbieganie do ludzi tej malutkiej aktoreczki – cudowne. Drugą najlepszą rolą jest oczywiście Elba, twardy, charyzmatyczny Elba dostaje świetne role. Jest scena (i to nie będzie spoiler gdyż jest w zwiastunie), w której to Stacker Pentecost wygłasza orędzie w stylu prezydenta w Dniu Niepodległości, tak pompatycznej sceny dawno nie widziałem, no i to jego „TODAY WE ARE CANCELING THE APOCALYPSE!”
Role drugoplanowe:
Charlie Day jako Dr Newton Geiszler ●●●●●
Burn Gorman jako Gottlieb ●●●●●
Clifton Collins Jr. jako Tendo Choi ●●●●
Ron Perlman jako Hannibal Chau ●●●●●
Smutno mi o tym pisać, ale Perlman przy tych młokosach wysiada. Zarówno przezabawny Charlie Day jak i Burn Gorman odwalili kawał dobrej roboty, podobnie jak mało znany Clifton Collins (Romeo w The Boondock Saints II: All Saints Day). Hannibal Chau to postać na jedną scenę, pokazał się, pośmialiśmy się trochę, troszkę pomruczał (i tak go mało kto zrozumiał) i przepadł. Ciągnięcie tej postaci jest moim zdaniem bez sensu, ubarwił pewien wycinek filmu, ale nic poza tym.
Najlepszym duetem był właśnie duet Day i Gorman odgrywający dwóch doktorków z przeciwnych dziedzin nauki. Świetna współpraca i rewelacyjny kontrast w jednym. Najlepsza aktorsko część filmu to ta z ich udziałem.

Detale,  niewyobrażalne drobnostki cieszące najbardziej
To film od del Toro i nie mogło być inaczej. Film obfituje w takie smaczki, cukiereczki i inne drobnostki jakie uzupełniają ten - jakby nie było – mocarny obraz. Jest scena gdzie skupiamy się na małych zwierzątkach, stolikowych pierdółkach czy innych detalikach zamiast na siejących zgrozę i zniszczenie potworach. To umiejętne skupienie się na prostych rzeczach w tak „skomplikowanym” filmie po prostu bawi i jest potrzebne.
Popatrzmy na logo, zwykły napis jakby zespawany z metalowych szyn ma na samym środku jasną błyskawicę / wyrwę o kształcie – właśnie naszego portalu na dnie oceanu. Zbliża się wielkie wejście logo filmu gdzieś w dziesiątej minucie i widzimy taflę płyt zapadającą się pod własnym ciężarem i ukazujące właśnie wyżej opisane logo, sęk w tym, że na niektórych płytach widnieją symbole przedstawiające konkretne Jaegery. Cieszą oczy takie czekoladki dla fanów albo dla fun’u.
Co z Kaiju, jest ich ogrom, wydanie komiksu na kilka tygodni przed premierą filmu wzbogaciło uniwersum o kolejne postacie i stwory, poszerzając wizję filmu. Kaiju dzielą się na kilka klas, każda klasa to kilka przedstawicieli cechujących się odpowiednimi wymiarami i umiejętnościami. Film w głównej mierze skupia się na stworach klasy czwartej, każdy z nich posiada unikalną zdolność i specyfiką choć w niektórych scenach pojawiają się równie ciekawe bestie z niższych „leveli”.
Jaegery w podobny sposób są sklasyfikowani, mamy kilka klas / statusów odpowiednio od Mark-1 do Mark-5. W filmie jest przedstawionych 5 Jeagerów, choć można zobaczyć i inne, pojawiające się na chwilę mechy. Mark-3 to „główny bohater” o kryptonimie Gipsy Danger z USA, Mark-1 to rosyjski Cherno Alpha i japoński Coyote Tango oraz Mark-4 – chiński Crimson Typhoon. Najlepszym i tylko jedynym z klasy Mark-5 pozostał australijski Strike Eureka.

Pojedynki, czyli chodź na solo bestyjo
Można się smucić, że zasada działania jak i pojedynki z gigantycznymi potworami są rodem z serialu Power Rangers, ale nic bardziej mylnego. W moim odczuciu wyglądało to na początku jak pojedynki Godzilli z innymi tego typu stworzeniami. Sceny były tak pokazane, aby dało się poczuć płynność ruchów pilotów z równie szybkimi interakcjami Jaegerów na ich komendy. Było plastycznie, płynnie i dynamicznie. Pojawiła się również scena prosto z filmu Godzilla Versus Mothra z 1964, a z minusów to konkretne kilka ujęć z serii Iron Man czy Avengersów.
Mamy zarówno walki zespołowe jak i retrospekcyjne versusy, każdy znajdzie coś dla siebie, gwarantuję.

Efekty wizualne i animacje
Nie ma co się rozpisywać. Wszystko jest tak skonstruowane, że w pewnym momencie myślę już nie o montażu i tych wszystkich komputerowych technik i animacji na mega drogim sprzętcie ale o tym, ile ten gigant musi spalać. Jak w czasie dialogu pada określenie, że na jedno włókno mięśniowe Jaegera przypada 4 czy 6 silników diesla to popatrzcie na skalę.
Obraz przyćmiewa wszystko co do tej pory widziałem, no może poza wchodzeniem w umysł drugiej osoby / mecha. Scena jak z myślodsiewni  Harrego Pottera albo przedstawianiu wspomnień bohaterów adaptacji książek Rowling, praktycznie identyczne albo to tylko moje odczucie. Co do samego portalu międzywymiarowego. Po pierwszym zdaniu na ten temat miałem nadzieję zobaczyć coś na kształt wymiaru z filmu Mist lub Event Horizon, a dostałem w pięścią w twarz widzą coś na kształt wymiaru z Avengersów (do diabła z oryginalnością). 
Kilka scen może jest przesadzonych ale szczerze: kogo obchodzi, ze Gipsy Danger ładuje po mordzie Kaiju transportowcem?

Ścieżka dźwiękowa i calutka kampania promocyjna
Ścieżka jest fenomenalna, świetnie zmontowana muzyka podnosi napięcie, oj podnosi okropnie. Jest porywcza, dynamiczna i w odpowiednich momentach potęguje tą demoniczną wielkość stworów i zbliżający się koniec świata. Myślę, że będą nagrody muzyczne (o ile już Ramin Djawadi czegoś nie dostał), a nominacje do prestiżowych imprez są tylko kwestią czasu.
Kampania zaczęła się z hukiem i kończyć się będzie jeszcze długo – przecież ekskluzywne wydania dla fanów to kolejna maszynka do zarabiania pieniędzy. Nie mówię już o nagrodach w konkursie na zaprojektowanie własnego Jaegera czy rewelacyjna strona oficjalna filmu. Przed premierą do sieci wyciekały coraz to nowe plakaty i schematy mechanicznych gigantów. Powstawały coraz to nowe strony insygnowane logiem Pacific Rim. Powstało chyba z 13 spotów telewizyjnych i 4 oficjalne zwiastuny. Mnie to przekonało dopiero niedawno choć zobaczę co jeszcze przygotują w przeciągu najbliższych trzech miesięcy do premiery dvd / blu-ray.

Radocha
Ogromna, poza samym filmem, który niewątpliwie jest przeznaczony do kina 3D – efekty jakie można poczuć w salach IMAXa są nie do opisania. Pierwszy raz od czasu Avatara technologia 3D była ogromnym plusem i gdyby nie to, to sam nie wiem czy film dostałby tak wysoką notę. Nie daję max gdyż byłaby to ocena definitywna, a nie wiem co czeka mnie za rok czy za pięć lat. Filmy 10/10 to filmy kultowe, legendarne i moje ulubione, a Pacific Rim dopiero od piątku w kinach. 
Do obejrzenia pozycja obowiązkowa.

autor: Maciej "temptershell" Wojtoń
edycja: MrNollaig, Laura "yymwonderland" Zgoda

PACIFIC RIM (2013)
●●●●●●●●●
posterek:
gatunek: science fiction
premiera:
świat: 11.07.2013
kraj: 12.07.2013
dyrekcja:  Guillermo del Toro
skrobacze: Travis Beacham i Guillermo del Toro
przyaktorzyli: Pete Dunham z Hooligans, Heimdall z Thora, Bang Bang z niesamowitych braci Bloom
cytat: "Two thousand five hundred tons of awesome."

całość materiałów wokół PACIFIC RIM
Third Millennium Monster Movie
I (przed seansem) reżyseria
II (przed seansem) scenariusz i produkcja
III (przed seansem) aktorzy i Monster Movie
IV (recenzja)
V (relacja z pokazu prasowego)

3 komentarze:

bagienny pisze...

Fajna recenzja... chociaż to bardziej opis filmu. In plus ;]

Perlman nie wypadł źle jak na ilość dostępnego czasu na planie ;]

Tomasz Staryk pisze...

Gdzieś czytałem że Del Toro był zafascynowany filmem "Godzilla vs.Mechagodzilla" i ja to jak najbardziej odczułem w tym filmie pozytywnie:)

Maciej Wojtoń pisze...

czuć te gigantyczne rozmiary, fakt duch godzilli jest
zobaczymy co pokarze sama Godzilla za rok :)