środa, 10 lipca 2013

#217 [K] Third Millennium Monster Movie (relacja)

Zapowiadałem, nakręciłem się i wypada coś napisać. Relacja będzie krótka i zwięzła i dokładnie przedstawiająca moje odczucia z pokazu w warszawskim kinie Cinema City – IMAX. Zapraszam!


PACIFIC RIM (2013)
Third Millennium Monster Movie
(relacja z pokazu prasowego)

Przygotowania
Na film zostałem zaproszony tydzień temu. Aby chwilę później dostać maila dotyczącego pokazu filmu The Lone Ranger, ale jakby coś przeczuwając zdecydowałem się na Pacific Rim i nie żałuję, pewnie zapytacie się dlaczego skoro Jeździec Znikąd to dobrze zapowiadający się komediowy western z super obsadą (Depp, Bonham Carter), otóż u nas premiera jest po pierwsze opóźniona, po drugie box office amerykański może nie jest proroczy, ale recenzje kilkunastu dużych magazynów i statystyki na metacritic (36/100) nie wróżą nic dobrego. Pacific Rim za to ma premierę dopiero za chwilę, a wiec pokaz jest praktycznie przed wszystkimi no i to film science fiction czyli gatunek jaki uwielbiam od dziecka.
Zamówienie biletów może nie było problematyczne gdyż jest kilka linii prywatnych, ale odnalezienie odpowiedniego dojazdu już te kilkadziesiąt minut zjada. Gdybym miał liczyć na standardowe kursy PKS (czy w obecnym czasie prywatnych linii) to musiałbym wyjechać w poniedziałek i wrócić w środę.
A tak zamknąłem się w ciągu doby, nie mówię już o wyjeździe kilka minut po północy i powrocie do domu kwadrans po jedenastej wieczór. Kilkadziesiąt złotych to sam transport (wiem, wiem, mam darmową wejściówkę na przedpremierowy pokaz prasowy – ciesz się człowieku), doliczmy prawie 7 godzin jazdy w jedną stronę, doczłapanie do odpowiedniej dzielnicy (nie mówiąc o niemiłych kierowcach pewnych linii ZTM) i wyczekanie swoje pod salą kinową.
Koniec końców, trochę mnie to kosztowało, ale w dalszym ciągu nie żałuję.

Przed seansem
Pokaz filmu Pacific Rim miał miejsce w kinie Cinema City bogatym w salę IMAX, a mieszczącym się przy centrum handlowym Sadyba na Miłocinie w Warszawie. Marka IMAX jest znana na całym świecie i tak jak się reklamują tak jest – najwyższej jakości sala kinowa o niepowtarzalnej jakości obrazu 3D i przestrzennego dźwięku, którego nie doświadczycie nigdzie indziej.
Co do samych wrażeń sprzed seansu, pominięcie dwóch godzin wyczekiwania na seans będzie rozbojem w biały dzień. Włóczyłem się po jeszcze zamkniętej galerii przez jakiś czas aby przeczytać wszystkie plakaty i zapowiedzi w (dopiero co) otwierającym się kinie. Głupio było o cokolwiek pytać pracowników, gdyż z 11 premierowych filmów, widziałem 8 więc wynik nie był zły, wręcz zadowalający jak na osobę, która coś tam o filmach pisze.
Trzydzieści minut przed seansem pojawiły się osoby odpowiedzialne za zaproszenie mojej skromnej osoby na te rewelacyjne doznania zmysłowe (tak było, naprawdę). Wręczono mi świetną teczuszkę z broszurą od producentów filmu (a dokładnie od Public Relation) i zaproszono do sali IMAX. Razem ze mną, a może ja razem z innymi miałem możliwość obejrzenia najnowszego dzieła del Toro. Wokół mnie ludzie z redakcji ogromnych (jak dla mnie) magazynów i stron internetowych traktujących o kinematografii w sposób znaczniej poważny. Przed wejściem Pani się mnie pyta: „a redakcja?”, hmm… nie, no ja z tej strony.. yy bloga oniryzmov…, „a tak już mam”.

Pacific Rim
Piszę jakby to był mój pierwszy seans. Przecież chadzam do kin (różnych) dosyć regularnie, a przynajmniej w okresie wiosennym i jesiennym, z kilku sieci kin w kraju odwiedziłem praktycznie wszystkie + malutkie kina również odwiedzam (rzadziej), ale czegoś takiego nie widziałem. Ogromnych rozmiarów obraz, nagłośnienie o jakim nie śniłem – kto był choćby w jednej sali IMAX to wie. Jakość 3D nie umywa się do tego na czym byłem wcześniej, a byłem we Wrocławskim Cinema City na Avatarze, byłem na Avengersach i na pozostałych filmach, o których wstyd mówić, że się w ogóle na nie wybrałem (Piraci z Karaibów IV). Podsumowując, nie ma porównania. Może to zasługa filmu, którego przydługie intro powala, ale nawet ending, o którym nie wspomniałem w recenzji jest tak ciekawie zmontowany, aby nie pozwalał ściągać okularów. Oczywiście sam ending nie jest oryginalny gdyż podobny sposób napisów końcowych mamy w Silent Hill 2 czy The Raven.
Zaskakująco udany seans, dźwięk, który pozwala wnętrznościom tańczyć nie wywołując przy tym niestrawności oraz przesycenie czopków i pręcików to same plusy. Minusem były chyba tylko malutkie, za miękkie fotele troszeczkę za ciasno rozstawione na sali. 

Ending…
No to oczywiście mozolny powrót, szukanie odpowiednich linii i oblizywanie palców na myśl o filmie. Tułaczka w samo południe po Warszawie jest tylko męcząca, tułaczka po Dworcu Zachodnim, podwójnie męcząca, ale po przeczytaniu kilkudziesięciu stron Ender Na Wygnaniu (nastrajam się na listopadową premierę) i wyczekaniu autobusu, po kolejnych 7 godzinach drogi byłem rozpromieniony i szalenie zmęczony w domu. Było warto, polecam gorąco takie „wycieczki”.
autor: Maciej "temptershell" Wojtoń
edycja: MrNollaig, Laura "yymwonderland" Zgoda
całość materiałów wokół PACIFIC RIM
Third Millennium Monster Movie
I (przed seansem) reżyseria
II (przed seansem) scenariusz i produkcja
III (przed seansem) aktorzy i Monster Movie
IV (recenzja)
V (relacja z pokazu prasowego)

Brak komentarzy: