sobota, 13 lipca 2013

#224 [R] Walczyć z przeciwnościami losu

Jak to się dzieje, że nagle aktorzy, zaczynają zabierać się za scenariusze, kamerę czy montaż? Ostatnich kilka lat i nazwiska, które znałem z głównych ról zmieniają stronę co gorsza – wychodzi im to zaskakująco dobrze. Szybkie spojrzenie na kolejne trzy produkcje 2013 roku. Zapraszam!

MAN OF TAI CHI | THE HEAT | JUG FACE | QUICKLY SAID | 2013


MAN OF TAI CHI (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Keanu Reeves pierwszy raz w roli reżysera i jak na debiut wychodzi mu ta sztuka zaskakująco dobrze. Wiele osób zarzuca podobieństwo do „matrixowych” scen walki i podobną stylistykę pojedynków, nic bardziej mylnego. Za choreografię i całą bijatykę odpowiada nie kto inny jak sam Yuen Woo Ping, znany szerszej publiczności z takich filmów jak The Forbidden Kingdom (producent wykonawczy), Unleashed czy Fearless, w którym wystąpił nie kto inny jak sam Jet Li.
Film skupia się na karierze pracownika pewnej firmy przesyłkowej, który posiada umiejętność walki techniką Tai Chi (o ile dobrze rozumiem styl walki). Zostaje wyselekcjonowany do elitarnego konkursu / programu, w którym to musi zmierzyć się w równie silnymi przeciwnikami. Bossem całego VIPowskiego klubu jest sam niezwyciężony Keanu, a komplikacje zaczynają się gdy pomiędzy wojownikami pojawia się kobieta.
Świetna choreografia, równie dobra scenografia i ta kolorystyka skupiająca się na odcieniach błękitu wpadającego w metaliczny granat. Surowe pomieszczenia, wszystko monitorowane, analizowane i właśnie… starcie technologii z tradycją, historią i legendą stylów walki. Widowisko nie tylko dla fanów „bambusowego kina”, ale również dla wszystkich widzów szukających filmów z intrygą i dreszczykiem.

JUG FACE (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Jug Face to film dziwny, intrygujący i brudny we wszystkich tego słowa znaczeniach. Gdybym go lepiej zrozumiał i się przyłożył bardziej do zagłębiania w dialogi, napisałbym o nim w FILMACH SPECYFICZNYCH, ale po dłuższym zastanowieniu – nie ma rewelacji. Fabuła skupia się na filigranowej nastolatce borykającej się z rodzinnymi problemami oraz piekłem dorastania. Jakby tego było mało – jest zakochana, a mieszka na okropnym odludziu. Nawet nie wiem czy nazwać to zbiorowisko kilku rodzin osadą, a po prostu koczownikami z wyboru. Poza tym, życie w przyczepie kempingowej nie każdemu się podoba. Wszystko kręci się wokół tytułowego Jug Face czyli dzbankowej twarzy.
Ada grana przez Lauren Ashley Carter nie dość, że dostaje dziwnych wizji to jeszcze uśmierca swoich bliski za sprawą jakiegoś ducha/demona związanego z wielką dziurą w ziemi w środku lasu. Inaczej tego nazwać nie potrafię. Cały film przedstawia ludzi związanych ze sobą makabrycznym kultem, który można byłoby określić dzisiaj mianem ciemnogrodu. Główna bohaterka z jednej strony chce być wierna wierzeniom swoich pobratymców, a z drugiej koniecznie chce wybierać kogo kocha i w co wierzy.
Poza główną rolą pozostałe kreacje wychodzą słabo, nawet podchodzą pod kino klasy B. Niedojrzała, za bardzo zagmatwana fabuła i okropny klimat nie pozawala na zagłaskanie tego filmu. Reasumując, film jest średni, średnio również wychodzi w odbiorze, gdyż nie jest to klasyczny horror o sektach/demonach/opętaniach ani thriller gdzie należy szukać drugiego dna.

THE HEAT / Gorący Towar (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Jestem pewien jednego, to nie jest Gorący Towar, to nawet nie jest ciepła bułeczka kina wakacyjnego. Obawiam się, że jest to jeden z wielu gwoździ do trumny aktorstwa Sandry Bullock. Jej kariera wygląda jak równia pochyła i za każdym razem widząc ją na ekranie pojawia się uśmiech na twarzy, ale jest to coraz częściej uśmiech politowania, a nie szczerej przyjemności.
Kumpelą Sandry w tej policyjnej komedii jest niejaka McCarthy – jedna z najbardziej irytujących aktorek w historii. Widziałem ją już klika razy i o te kila razy za dużo. W tym roku miałem okazję zobaczyć jej popisowe numery w Złodzieju Tożsamości, na moje nieszczęście rzecz jasna.
Film jest tak banalny, tak prosty i debilny, że monotonna, powolnie rozkręcająca się akcja topi wszystko co spotka na swojej drodze, a spotyka wiele. Można zacząć od zabawnych dialogów czy w głównej mierze na siłę wulgarnych wyrazów wyskakujących z ust McCarthy niczym fajerwerki. Kolejny plus filmu to zabawne miny i malutkie uszczypliwości ról drugoplanowych, no i na końcu kostiumy – kontrast między agentką FBI, a zwykłym „dzielnicowym” detektywem jest ogromny.
Nie mówię, że film przemęczyłem, ale część można byłoby spokojnie przespać. The Heat to nie gorący towar tego lata a film, na który można spokojnie poczekać do wyprzedaży albo chociaż kupić ładne wydanie za pół roku i ofiarować koleżance, kumpeli czy nawet mamie, gdyż to kino dla kobiet w stylu Miss Agent – idealne na weekendowy roztapianie się w fotelu z kubłem waniliowych lodów.

autor: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: Laura "yymwonderland" Zgoda

Brak komentarzy: