czwartek, 18 lipca 2013

#231 [R] W rytmach niedoścignionych wspomnień

Nowy film Danny’ego Boyle’a to zagwozdka z wielu powodów. Reżyser jeździ chyba na psychotropach gdyż w zależności co mu się ubzdura to zrobi z filmu świńskie żarcie albo zamknie kilka filmów w jednym tworząc nieprawdopodobne widowisko szalenie wciągające i przekonujące. Nie powiem, że podchodziłem jak pies do jeża, ale oczekiwałem czegoś innego. Po zwiastunach filmu Trans byłem w 100% pewien, że dostanę film psychodeliczny, surrealistyczny z odrobiną akcji czy thrillera, a tu niespodzianka gdyż jest na odwrót. Wyobraźcie sobie, że zamawiacie w restauracji krwisty stek, a dostajecie dobrze przyrządzonego łososia – no niby złe nie jest, ale nie o to tu chodziło. Zapraszam na recenzję!

Hasła kluczowe: hipnoza | drętwa Dowson | pokręcona fabuła | McAvoy bez litości

TRANCE | RECENZJA | BOYLE | McAVOY | HIPNOZA | 2013

TRANCE / Trans (2009)
W rytmach niedoścignionych wspomnień

Nie o obraz tutaj chodzi
Film to banalna wręcz historia młodego gościa, który aby pozyskać troszkę kasy kradnie obraz dla pewnych jegomości w garniturach (a przynajmniej jeden z nich). Opacznie dostaje w główkę i traci pamięć, zapominając gdzie ten obraz schował. Lecz nie zapominajmy, że to film niejakiego Boyle’a, u którego nie ma nic prostego (poza filmem W stronę Słońca i tej ucieczce przed zombie – 28 Dni Później). Reżyser znany dla starszych widzów z obrazu pt. Trainspotting, a młodszym i najmłodszym, którzy rozpisują się jaki z niego geniusz – 128 Godzin czy Slumdog. Milioner z ulicy (nie czaję fenomenu).  Danny musi coś nawydziwiać i poplątać aby było wciągająco i hipnotyzująco i jak tytuł mówi – tak jest, jesteśmy w transie. Oglądając poczynania głównych bohaterów (a jest ich trzech) zdaje się, że historia swoją wielowarstwowością wpada za głęboko. W pewnych chwilach nie wiemy co jest realna akcją, a co odmętami umysłu Simona (James McAvoy).
Reżyser nie nadaje się do kina czysto rozrywkowego, stara się taki być cool i na czasie w filmie W stronę Słońca (Sunshine) i poza świetnymi zdjęciami i ścieżką dźwiękową (to nie jego zasługa) film fabularnie leży, dialogi są drętwe i poza kilkoma scenami przykuwającymi uwagę to pseudo science fiction powiedziałbym z pseudo nauką dla gimnazjalistów, ale wracając do produkcji z 2013 roku. Thriller obfitujący w kilka surrealistycznych scen, mało dramatyczne jak na Boyle’a krwawe jatki i podróż w głąb własnego ja, analizy działań i wbijanie szpilki pod paznokcie swojego alter ego – tak można, krótko scharakteryzować ten film. 

Nie czepiać się szczegółów tutaj nie można
Mimo, że producentem i reżyserem jest Danny to należy zauważyć, że nie jest to jego historia. Joe Ahearne (reżyser odcinków Doktora Who) odpowiedzialny za poprawę scenariusza Johna Hodge’a spisał się znakomicie. Sam szkic został sporządzony przez współpracownika reżysera (Hodge), który pracował z nim przy pięciu innych produkcjach. Historię on tworzy na ogół prostą aby po chwili pogrążyć nas w odmętach jej labiryntu. Zdjęcia są wyśmienite, prawdziwe błądzenie po kolorach i smakach jakie prezentuje nam Anthony Dod Mantle (zdjęcia do 127 Godzin, Antychrysta, Dredda 3D i Oskar za Slumdoga) jest fenomenalne. Muzyka prezentuje się również znakomicie, elektroniczne, dynamiczne i pulsujące wibracje wpędzają w wyśmienity trans, sklejają cudownie sceny i wątki, a dodając ekspresje McAvoya jesteśmy w sercu intrygi, w sercu filmu właśnie przez muzykę jaka skomponował mało znany Rick Smith (muzyka do filmu Rozstania i Powroty z 2006 roku).
Pozostaje nam aktorstwo, do którego nie sposób się przyczepić. Jamesa McAvoya uwielbiam, facet swoim nastawieniem i rolami zmienia się jak w kalejdoskopie i klimatycznie coraz bliżej mu do zapowiadanego filmu Filth. Nie jest już słodkim chłoptasiem, a konkretną, wyrazistą postacią. Podobnie ma się sprawa z Vincentem Caselem znanym (przynajmniej mi) z Purpurowych Rzek czy jeszcze wcześniej z Elizabeth. Po dwóch latach przerwy od Niebezpiecznych Metod i Czarnego Łabędzia ponownie w bardzo „dynamicznej” roli. Rosario Dawson - w ogóle jej nie rozumiem i chyba nie chcę, ta aktorka jest dla mnie nijaka. Nie było kreacji, w której pokazałaby coś więcej niż napisane w skrypcie. Zawsze gdzieś w tle, coś wypełnia czy zakrywa mimo, że to jej rola pierwszoplanowa.
Na film obowiązkowo. Mocne kino, mocne zagmatwanie, a emocje gwarantowane.

recenzja: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: Laura "yymwonderland" Zgoda

TRANCE / Trans (2012)
●●●●●●●●●●
plakat:
gatunek: akcja / sensacja / thriller
premiera:
świat: 27.03.2013
kraj: 14.06.2013
reżyseria: Danny Boyle
scenariusz: Joe Ahearne i John Hodge
obsada: Młody Profesor X, Becky ze Sprzedawców II, Max z Purpurowych Rzek
cytat: "I was really good, but not good enough. And not good enough really isn't very good."

Brak komentarzy: