wtorek, 23 lipca 2013

#238 [R] Po śniegu nie pobiegniesz

The Colony to produkcja na którą czekałem ponad pół roku. Pierwszy trailer i plakat oraz króciutki opis wyjawił mi informacji na tyle, że mogłem ze spokojnym sumieniem wspomnieć o tym filmie podczas prezentacji o zmianach klimatu. Rzecz jasna mówiłem o hipotezach zmian, a globalne oziębienie jest jedną z czołowych teorii, gdyż mówią o niej chociażby Cykle Milankovicia (na ich podstawie można prognozować że temperatura powinna się obniżyć przez najbliższe 60 tysięcy lat o 5°C, w tym o około 0,01°C w XXI wieku, co jest prawdopodobnie hamowane przez globalne ocieplenie – ale to nie jest istotne w tej chwili). Liczyłem chociażby na to, aby film nie okazał się totalną porażką i moje nadzieje nie stopniały razem z dochodami filmu. Sprawdźcie czy było warto obejrzeć ten film!

Hasła kluczowe: zmarzlina | oziębienie nastrojów | powtórka z rozrywki | zimne zdjęcia

THE COLONY | RECENZJA | RENFROE | FISHBOURN| 2013

THE COLONY / The Colony (2013)
Po śniegu nie pobiegniesz

Nie grzeje i nie chłodzi
Historia rozpoczyna się w niedalekiej przyszłości. Hiszpania zamarznięta, Włochy pod śniegiem, a nasza tytułowa kolonia znajduje się… a kogo to obchodzi. Gdzieś są i członkowie wspólnoty mieszkającej w opuszczonej, zasypanej fabryce chcą skontaktować się z inną tzw. kolonią o numerze 5. Połączenie radiowe nie skutkuje, a inne drogi komunikacyjne są niemożliwe – jedyną opcją jaka pozostaje jest wycieczka i sprawdzenie empiryczne czy wszystko z sojusznikami w porządku.
Zaczyna się bardzo trywialnie, pierwsza scena to dramatyczna ucieczka przed nie wiadomo jakim zagrożeniem, a po niej nadciąga bardzo ładny błękitny tytuł stylizowany na kolor szronu czy zmarzliny. Główny bohater jest klasyczną heroiczną popierdółką walczącą o prawo i porządek. Nikogo nie obchodzi co ma do powiedzenia poza guru kolonii czyli Fishbourn’a w jednej z głównych ról. Piękne zdjęcia otoczenia zostają troszkę zagłuszone bardzo niedbałymi scenami wewnątrz schronu. Mimo, że wystrój pomieszczeń i przedmiotów stara się przypominać postapo to wieje niedbalstwem. Oszczędzają energię, a światła przed włazem się świecą, tak samo jak w pustych kajutach. Wszyscy chodzą w brudnych swetrach i bluzach, w sytuacji gdzie wody jest pod dostatkiem, a grypa jest największym zagrożeniem, taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Może piszę to z perspektywy biologa ale większość filmów postapo to klimaty pustynne, lód bywa w filmach katastroficznych (Pojutrze) lecz nieznane zagrożenie (zaznaczam, to nie pogoda) w realiach wiecznego śniegu to dosyć odważne posunięcie. [i w tym momencie powinna posypać się lawina oszczerstw jakobym nie znał Cosia (The Thing) albo Łowcy Snów (Dreamcatcher) – tylko tak się składa moi Państwo, że w tych filmach sytuacja lodu, śniegu i wiecznego -50 w stopniach Celsjusza była sytuacją standardową do której wszyscy byli przygotowani, zapasy były pod dostatkiem, tak samo jak wyszkolony personel, a ciuszki były czyściutkie! – koniec wtrącenia]
Od połowy filmu rozpoczyna się klasyczny thriller, klasyczny o ile pod tą nazwą mamy pojedynek pomiędzy ekipą ratunkową, a wygłodniałymi ludojadami – dosłownie. Kanibale w stosunku do Pandorum lub Wzgórza mają oczy wychodzą mizernie. Po pierwsze to nie zmutowane potwory czy krwiożercze upośledzone istoty, a standardowi mieszkańcy zlodowaciałego królestwa kanałów i metalowych włazów, którzy ostrzą sobie zęby pilnikiem do paznokci.
Pojedynki człeków ubranych w grubaśne zimowe kombinezony od zawsze wydawały mi się irracjonalne, otóż jak się bić w puchowych strojach? Każde uderzenie jest fantastycznie amortyzowane, a napastnika lub ofiarę ratuje tylko porządnie wbity czekan – najlepiej w głowę lub bliżej nieokreśloną tętnice (udową / szyjną). Pchnięcie w klatkę piersiową lub jamę brzuszną również uratuje czasochłonną potyczkę ale ostrzegam: bez długiego ostrza lub konkretnej broni kującej, walka jest bezsensowna.
Do tego dochodzi to irytujące światło, jak nie zielonkawo-niebieskie, w którym wszystko wydaje się statyczne, zamarznięte lub po prostu martwe, to po oczach rażą nas czerwone reflektory nie wiadomo skąd, które pojawiają się akurat w momencie ukazującym bezmózgich kanibali. Zgrozo! Nie można się im przyjrzeć, nie można doświadczyć niczego poza fragmentami ciał i żółtawymi zębami wygłodniałych bestii. 

Dalsza część filmu to już stopniałe dialogi, ślamazarnie rosnące napięcia aż do końcówki, w której oczywiście zobaczymy definitywny pojedynek. Kto przeżyje, kto zostanie bohaterem i jaki będzie finał przekonacie się sami. Więcej zdradzać nie zamierzam.

Gdzie plusy?
Wydawać się mogło, że prosta historia i ogrom niedociągnięć postawi wielki krzyżyk na tej produkcji lecz film się broni za sprawą Kevina Zegersa i Billego Paxtona. Nie są to oczywiście aktorzy fenomenalni ale ich czas jeszcze nadejdzie. Mają w dorobku już kilka produkcji, a towarzystwo Laurcene Fishbourne’a (ostatnio strasznie eksploatowanego) może im tylko pomóc. Nie twierdzę, że były to ich świetne role czy górnolotne kreacje ale jak to mówią na bezrybiu i rak ryba. Plusy należą się również za zdjęcia – krajobraz zamarzniętego miasta to szczegół, który jest miłym akcentem no i rzadkością w stosunku do wielkiego ocieplenia. Muzyka nie przeszkadza, praktycznie jej nie słychać i to chyba również pozytywny element – po co się pogrążać tworząc na siłę coś wyrazistego?

recenzja: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: MrNollaig

THE COLONY / The Colony (2013)
●●●●●●●●●●

plakat:
gatunek: sf / horror / katastroficzny
premiera:
świat: 26.04.2013
kraj: --.--.----
reżyseria: Jeff Renfroe
scenariusz: Jeff Renfroe
obsada: Morfeusz z Matrixa, Terry ze Świtu Żywych Trupów, Megan z Tombstone, Sally z Krzyku Sowy
cytat: "We have the soil but have not the seeds"

Brak komentarzy: