czwartek, 25 lipca 2013

#242 [R] Wesley Snipes ma wypadek wypisany na twarzy

Na najnowszy film ze Snipes’em wpadłem stosunkowo niedawno, bo na początku roku. Pierwszy poster i teaserowa wzmianka o Gallowwalkers wprawiły mnie w bardzo miły nastrój. Otóż Wesley mimo, że siedział (może nadal) w więzieniu, to jakimś cudem film z jego udziałem zostaje udostępniony widzom. Zdjęcia były kręcone od 2006 do 2008 roku i zaraz po nich ten czarnoskóry aktor trafia za kratki. Powód – oszustwa podatkowe, efekt – ja czekam 5 lat na film! Zapraszam na frustracje i recenzję!

Hasła kluczowe: pustynia i zombie | szalony rewolwerowiec | zemsta jest tylko początkiem | strzał w łeb to za mało

GALLOWWALKERS | RECENZJA | SNIPES | ZOMBIE| 2013


GALLOWWALKERS / Gallowwalkers (2012)
Wesley Snipes ma wypadek wypisany na twarzy

Dlaczego tak niegodziwe klimaty
Na blogu chyba ani raz nie wspomniałem o tym zapomnianym troszeczkę aktorze, jakim jest Wesley Snipes. Niewątpliwie facet zauważalny, przez krytyków uznany za jednego z najzdolniejszych aktorów swojego pokolenia. Niezapomniane role nie tylko w Człowieku Demolce czy Teorii Chaosu, ale również fantastyczne zagranie Blade’a czy jeszcze wcześniej w Pasażerze 57 czy Strefie zrzutu. Aktor, który świetnie pasuje do thrillerów i filmów przepełnionych akcją i „rozpierduchą”, ale spisuje się równie dobrze w horrorach czy komediach. Mściciel to w holiłudzie jego drugie imię choć w życiu prywatnym też się nie hamuje – czego przykładem jest głośny wypadek samochodowy, narkotyki czy niuanse z podatkami (w efekcie trafił do więźnia w 2008 roku). 
W styczniu tego roku dosłyszałem wiadomość o nowym filmie z czarnoskórym łowcą wampirów i od razu rozpocząłem poszukiwania. Dwa dni temu miałem możliwość obejrzenia filmu Gallowwalkers i troszkę jestem nie w sosie. Po pierwsze, poza rewelacyjną charakteryzacją, po prostu miażdżących kostiumach i odlotowej brodzie Snipes’a (postać Amana), za wielu plusów doszukać się nie mogłem. Pierwsze minuty to pustynia, milczące albo mruczące coś pod nosem, bardzo wyraziście wyglądające postaci i Aman rozstrzeliwujący swoich rywali – a jakby tego było mało - upodabniający się do Predatora, który wyrywa głowę „z korzeniami”. Nie mogę również przejść obojętnie obok zdjęć – zapierające dech zbliżenia, odlotowe detale w postaci oczu bohaterów czy już wspomniane oryginalne kostiumy to walory estetyczne będące tutaj chyba jedyną dobrą wariacją na temat dzikiego zachodu.
Część „ludu pustyni” to białowłosi członkowie pewniej społeczności, pozostała hałastra to albo tytułowi „gallowwalkers” albo inni – przypadkowe ofiary całego zajścia. Fabuły nie można skrócić ani opowiedzieć nie zdradzając najistotniejszych wątków. Napiszę tylko, że Aman jest mścicielem, który aby żyć spokojnie w rozpadającej się chatce, chce zabić morderców swojej dziewczyny. Sęk w tym, że jego rewolwer jest troszeczkę inny niż reszta spluw pustyni i zamiast zabijać – powoduje, że ofiara dostająca ołowianą kuleczką – powstaje z martwych rodząc potężnego stryczko-szwędacza lub zwyczajnego zombiaka.
Realia filmu są okropne – po pierwsze, ciężko stylizować film na western, gdyż gatunek chwilę temu przeminą, a każda próba zabawy w tych konwencjach wychodzi mizernie (są wyjątki oczywiście). Drugi feler to czarnoskórzy rewolwerowcy (jednak film ze Snipes’em był wcześniej niż Django) to jeden z wielu gwoździ do trumny produkcji, która nie jest filmem komediowym czy rodowitym westernem, a horrorem. Tak, tak – to mieszanka niebezpieczna, wielogatunkowe kino akcji czerpiące garściami z klasycznych westernowych ujęć i pojedynków na strzelby, bijatyki w stylu Człowieka Demolki oraz diabolicznych rytuałów pozwalających martwym chodzić o piaskowej ziemi, przyodziewać się w skóry swoich ofiar i mścić się nie wiadomo po co (bo nie oni są tutaj mścicielami).
Coś musiało nie wyjść i padło na oczywistą oczywistość – aktorstwo. Snipes’a się nie czepiam, bo chłop jest solidnie osadzony w legendarnych rolach i ciężko mu zarzucić cokolwiek w tym filmie. Reszta obsady jest mi w ogóle nie znana, kobita z makabrycznej produkcji Death Race 2 i 3, a kilku gości z tła to albo wrestlerzy albo aktorzy kina klasy B.

Gallowwalkers to świetny tytuł i co z tego?
Tytuł jest świetny, połączenie słów  szubienica i szwendać się / spacerować / iść pasuje idealnie do tematyki, która właśnie mówi o klątwie i powrocie zza grobu. Sam film jest niewyraźny, martwe aktorstwo i naciągana historia nie wciąga, po zachwycie scenerią i zdjęciami pozostaje mi czekać na sceny akcji jakich przez pierwszą godzinę brak. Muzyka też nie jest wciągająca, ale nie odpycha i nie przeszkadza, klasyczne świsty i brzdęki westernu.

P.S. Jeden portal filmowy zapomniał o „s” na końcu tytułu – nie że się czepiam ale to istotna sprawa (przynajmniej dla mnie) inny tytuł to wiele problemów, nawet przy odbiorze filmu – tych szwendaczy było kilkunastu, nie jeden – to nie tytułowy Aman chociaż gdyby wdawać się w dyskusje filozoficzne… nie, nie mam zamiaru, film nie zasługuje na wytężanie mózgownicy w poszukiwaniu motywów kulturowych i religijnych, o których sam reżyser pewnie pojęcia nie ma!

recenzja: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: MrNollaig, Laura "yymwonderland" Zgoda

GALLOWWALKERS / Gallowwalkers (2012)
●●●●●●●●●●

plakat:
gatunek: horror / western
premiera:
świat: 27.10.2012
kraj: --.--.----
reżyseria:  Andrew Goth
scenariusz: Andrew Goth i Joanne Reay
obsada: Blade, Katrina Banks z Death Race 2 i 3
cytat: "We die then we will come back”