wtorek, 6 sierpnia 2013

#246 [QS] Wyrównywanie rachunków

Dwa filmy o prostowaniu spraw i nadrabianiu zaległości. Jak można prosty film spieprzyć obsadzając niewłaściwych aktorów i kiepskiego montażystę. Zapraszam!

42 | PARKER | ONLY GOD FORGIVES | QUICKLY SAID | 2013




PARKER / Parker (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: W głównej Jason Statham jako tytułowy Parker – niezależny bandyta, który bardziej od pieniędzy ceni lojalność i dobro człowieka (niczym Robin Hood). Pracując nad nowym rabunkiem dochodzi do przypadkowych ofiar, zamiast należytego łupu dostaje rany postrzałowe i ledwo uchodzi z życiem. Po krótkiej rekonwalescencji postanawia zemścić się na swoich byłych kolegach.
Zmęczony film z Jennifer Lopez w roli drugoplanowej to jedna wielka porażka montażu (i nie tylko). Sceny rodem z tanich filmów akcji wychodzących prosto na dvd. Okropne ujęcia, idiotyczne flashforwardy i makabryczne przejścia, okraszone okropną czcionką napisami zawieszonymi gdzieś w powietrzu. Obsada również nienajlepsza: Michael Chiklis w jednej z najgorszych ról, Patti Lupone oraz Wendell Pierce to też nie najlepsze połączenie. Standardowa nawalanka w stylu Stathama (tym razem w butach z krokodylej skóry) tylko bez zbędnego szału.

42 / 42 (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Bardzo emocjonujące widowisko z Fordem i Chadwickiem Bosemanem w rolach głównych. Widowiskowa historia słynnego numeru „42” oparta na faktach. Jak się w ogóle nie znam na baseballu tak śledziłem z wypiekami na twarzy przedstawione rozgrywki. Świetne ujęcia, barwne postacie i rewelacyjne kostiumy. Świetna scenografia i detale, a co najważniejsze – rewelacyjna gra aktorska. Film stricte o amerykańskiej kulturze i dla amerykanów (no i fanów sportu). Szkoda, że nie pojawił się w kinach naszego kraju.

ONLY GOD FORGIVES / Tylko Bóg Wybacza (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Z zasady lubię filmy Nicolas’a Winding Refn’a, ale tym razem odwołuję się od tej tezy i produkcji Only God Forgives mówię stanowcze: raczej nie. Film to bardzo mroczna opowieść o Goslingu, który (jak to zwykle z nim jest) mało mówi, a dużo robi. Mężczyzna chce pomścić (dla swojej mamy) brata, który został zamordowany za zgwałcenie szesnastolatki (ale to nie istotne). Bohater nie dość, że ma kompleks Edypa to jeszcze nie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji, żyje jakby w transie, w odmęcie bólu i zemsty, a jednocześnie niezaspokojonej pustki emocjonalnej. Ta niemożność znalezienia dla siebie miejsca jest widziana przez reżysera w sposób dwojaki: chce pokazać film pełen ekspresji, krwi i przemocy (jak Vallhala Rising), a jednocześnie serwuje nadwyraz symboliczny film, któremu bliżej do teatru niż do Pushera. Wszędzie jest ciemno, czasami pożera nas burdelowa czerwień osłaniająca oczy przed nader krwawymi scenami. Odcinanie kończyn czy rozbijanie głów o szklane przedmioty jest na porządku dziennym. Gosling nie ma za dużo roboty, bo stać i patrzyć się tępym wzrokiem w ścianę to ja też potrafię. Ogólnie kiepsko jak na Refn’a.


recenzja: Maciej "temptershell" Wojtoń

2 komentarze:

KinoKoneser pisze...

Od dłuższego czasu zabieram się za '42', bo uwielbiam kino sportowe - no może poza tymi schematycznymi, gdzie 'zupełnie niespodziewanie' jednak faworyzowana drużyna wygrywa. O baseballu pare już widziałem i po ten pewnie też sięgnę :)

Maciej Wojtoń pisze...

A ja wprost przeciwnie, nie za bardzo lubię filmy sportowe, choć ten mi się podobał :)