środa, 7 sierpnia 2013

#249 [R] Najważniejsza jest współpraca

Miała być rewelacyjna demolka w zaświatach, a jest… właśnie jak jest? Ludzie psioczą, że nie ma zysku z tych 130 wyłożonych na produkcję milionów, że nie ma co się pchać do kina na Reynoldsa i jeszcze, że nie ma oryginalności. Cóż, jeżeli ktoś myli kosmitów z duszami i nie rozróżnia dwóch różnych gatunków to już nie moja wina. Jest to znośna adaptacja komiksu – i wcale nie jojczę, że to kolejny raz adaptacja rysunkowej historyjki. Bawiłem się, a to w wakacyjnym hicie najważniejsze, a że wszystko pod lupą kuleje to już inna kwestia. Zapraszam na recenzje R.I.P.D. (Agentów z Zaświatów)!

Hasła kluczowe: demona zabij dużą spluwą | gdzie sens, gdzie logika | jak dmuchane baloniki ulatująca historia 


R.I.P.D. / R.I.P.D. Agenci z Zaświatów (2013)
Najważniejsza jest współpraca

Produkcja (poza)Ziemska
R.I.P.D. powstał na podstawie serii komiksów wydawnictwa Dark Horse, autorstwa Petera Lenkova. Z komiksu przeczytałem 4 zeszyty, nie zagłębiając się bardziej w fabułę, lecz wystarczająco aby wkręcić się w klimat martwych gliniarzy. R.I.P.D. to skrót od Rest in Peace Department (Departament: Spoczywaj w Spokoju), policyjnego oddziału złożonego z nieżyjących już policjantów zajmujących się wyszukiwaniem dusz przestępców, którzy nie chcą "odejść w spokoju". Do R.I.P.D. dołącza nowy policjant, który ma nadzieję, że służba w departamencie umożliwi mu znalezienie człowieka, przez którego zginął.
W tym momencie nóż się w kieszeni otwiera patrząc na zagorzałych przeciwników tego filmu na jednej ze stron. Wylewają się lawiny krytyki, że Ryan Reynolds nie potrafi grać (i to jest najmniejszy minus zdaniem tych znawców), że podróbka Facetów w Czerni no i co najdziwniejsze – film zdaniem specjalistów (przedpremierowych) jest tanim, napompowanym filmem sf jak Pacific Rim (w tym momencie przegięli).
Film wyreżyserował Robert Schwentke (mówią, że mało znany – chyba dla nich), jest to autor takiej produkcji jak Plan Lotu czy chociażby kontynuowany w tym roku RED z Brucem Willisem. Te dwa film są dobre (szału nie ma, ale to „dobre” filmy) więc nie mam pojęcia dlaczego się czepiać biednego Roberta. Phil Hay i Matt Manfredi są autorami scenariusza – wyszło jak wyszło, mało zakrętów, dużo improwizacji, troszkę zapożyczeń z finału Hellboy’a, ale wybaczam. Film w końcu miał bazować na dialogach, świetnych pościgach i zgrabnych strzelaninach oldschoolowymi spluwami. W obsadzie występuje także Kevin Bacon więc należy się przygotować na konkretny czarny charakter.
Zdjęcia wychodzą naprawdę dobrze, Alwin H. Kuchler spisał się znakomicie serwując efektowną wizje niebiańskiego komisariatu policji. Faceta kojarzę chociażby ze zdjęć do W Stronę Słońca, a czytając przed chwilą jego filmografię dowiaduję się, że za fenomenalne ujęcia w filmie Hanna również on odpowiada. Muzyka jest dziwna, ani to kowbojskie show ani to policyjny thriller, bliżej podsunął bym to pod mroczniejszą wersję MIB, ale ja o muzyce wolałbym się nie wypowiadać. Muszę dodać, że odpowiada za nią twórca śnieżki dźwiękowej do trylogii Kac Vegas czy American Pie 3.
Muszę dodać, w tym filmie NIE MA KOSMITÓW, to film FANTASY i jest to KOMEDIA, proszę nie traktować tej produkcji poważnie. TO NIE WIZJA NIEBA / PIEKŁA, to fikcja!

Fabularnie to dupy nie urywa (ale nie o to chodzi)
Wyobraźcie sobie, że zamiast iść po śmierci do nieba lub piekła można odpracować jeszcze w swoim zawodzie kilkaset lat aby poprawić kilka niedociągnięć za życia i dopiero po tym drugim życiu iść przed Sąd Boży. Zastrzelony podczas akcji agent (po druzgocąco dobrym slow motion) trafia za biurko pewnej agentki, która daje mu wybór: zostajesz przydzielony do wydziału Policji Zaświatów i łapiesz dusze, które uciekły z Sądu i błąkają się w postaci zdeformowanych maszkar albo lecisz prosto do Wielkiego Sędziego i nigdy nie dowiesz się dlaczego zostałeś zamordowany. Oczywista oczywistość, Reynolds dostaje partnera Bridgesa (czy odwrotnie) i razem śledzą i likwidują (jeżeli nie chcą się poddać) upiory. Zniekształcone mordy i olbrzymich rozmiarów przestępcy to ogromny plus całego filmu. [Jak tylko dorwę concept arty to zaprezentuję na łamach facebookowego fanpage’a.] W przeciwieństwie do Facetów… to nie kolorowi kosmici, a potępione dusze, wyglądające jak nieudany eksperyment doktora Mengele. Agenci nie mają wyprasowanych garniaków, lecz wyglądaja na prawdziwych badassów, którzy się nie bawią w wygłaszanie praw przestępcom tylko strzelają między oczy (potem pytając). Cała impreza polega na tym, że zamiast zmarłych więzić w zaświatach – ci źli chcą wypuścić wszystkich złych z otchłani nicości – cała filozofia.
Dialogi są przednie (patrząc na podobne filmy, gdzie na spięciach pomiędzy partnerami opiera się komizm), super Jeff odstawia szeryfa, a Reynolds dupka – jak to było, jest i będzie.

Gdyby zebrać to wszystko w garści i ścisnąć
Wyciskając z drogiego blockbustera zbędne dialogi, za prostą fabułę i mało ekspresyjne zaświaty (brakowało mi futurystycznych budynków, mechanizmów czy gagów – inne prawa fizyki chociażby) to mało co zostanie. Usuńmy większość zabawnych wstawek z Kevinem Baconem i zastąpmy jego mordeczkę sztywnym Reynoldsem. Film wciąga, ale nie zwala z nóg, zastosowanie podobnych rozwiązań fabularnych jak w Facetach… oraz płytkość „nowych” realiów, w jakich pozostaje pozostać głównemu herosowi sprawia, że zamiast podnieść rangę komiksowym zeszytom, mamy zwielokrotnienie średniawej papki fantasy. Z drugiej strony, komiks jest średni, bardzo infantylny i mało czytelny i zrozumiały (a to przez rysunki) i jak wiemy, ze średniego materiału na scenariusz ciężko zrobić arcydzieło, a tym bardziej blockbustera.

recenzja: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: Laura "yymwonderland" Zgoda
R.I.P.D. / R.I.P.D. Agenci z Zaświatów (2013)
●●●●●●●●●●

plakat:
gatunek: fantasy / akcja / sensacja
premiera:
świat: 18.07.2013
kraj: 09.08.2013
reżyseria: Robert Schwentke
scenariusz: Phil Hay, Matt Manfredi
obsada: Van Wilder z Wiecznego Studenta, Big Lebowski, Sebastian Shaw z Pierwszej Klasy (X-Men) i Sarah Ross z RED
cytat: "Your job is catching deados, the bad souls that escape judgement.

Brak komentarzy: