niedziela, 11 sierpnia 2013

#257 [QS] Wokół tylnej części ciała

Tak się akurat złożyło, że do krótkich recenzji wybrałem filmy poniekąd oscylujące wokół tematyki śmierci, rozkładu, ekskrementów i przemijania. W jaki sposób można te słowa dopisać do takich filmów jak The Wolverine? Zobaczcie sami!


THE WOLVERINE / Wolverine (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Nie wiem co myśleć o tym Rosomaku, jak już pisałem długiej recenzji na pewno on u mnie nie uświadczy wiec pozostaje mi napisać króciutko co mi się nie podobało. Po pierwsze to zagmatwana historia komiksowa głównego bohatera nie jest czymś łatwym do nakręcenia – ja to dobrze rozumiem, ale jeżeli ktoś podejmuje się zekranizowania pewnej historii wyjętej z kontekstu to na litość boską proszę osadzić Rosomaka w konkretne ramy czasowe, powiedzieć co wie, a czego nie oraz zdać sobie sprawę, że nie jest się pierwszym i przydałaby się choć odrobina szacunku do wcześniejszych produkcji. Dlaczego? A to dlatego, że film wygląda jakby nie liczył się z wydarzeniami z poprzednich filmów, w wielu kwestiach nie zgadza się z trylogią, a z Genezą to już w ogóle (jakby ona nie miała miejsca). Tak i The Wolverine ma jakieś dziwne powiązania z fabułą X-Menów ale dowiadujemy się również rzeczy, które po prostu nie pasują aby zebrać wszystkie filmy o mutantach w jedną całość (kolejne produkcje mają właśnie coś takiego zrobić aby na 2016 rok zrobić spin-off z wszystkim co tyczy się mutanckiej rasy). Na sam koniec scena po napisach poprawiła mi humor gdyż każda wzmianka o pełnym, X-Menowym filmie mnie raduje (uwielbiam trylogię i rozpoczęty przez Pierwszą Klasę nowy cykl) ale solowe produkty Rosomaka (Geneza i The Wolverine) mi jakoś nie podchodzą. The Wolverine, chciałoby się powiedzieć - dupy nie urywa lecz kilka scen utrzymuje produkt w konwencji mutanciego hack'n'slash'a na odmóżdżenie. Tylko dla fan(atyk)ów Marvela.

BAD MILO / Milo (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Ciężko cokolwiek powiedzieć o tym czymś. Film jest o stworze z odbytnicy (maszkara na plakacie) i w sumie całość można podciągnąć pod sprawy z tą częścią ciała związane. Okropnie prześmiewcze akcje prosto z produkcji grozy klasy B mieszają się z napięciem jakie towarzyszyło pierwszym pojawieniem się na ekranach Crittersów. Z drugiej jednak strony - jak można zrobić film o gumowym potworze z tyłka? Myślę, że celem było wyśmianie albo choć sparodiowanie filmów o małych stworach terroryzujących głównego bohatera czy zbiorowość (Gremliny / wspomniane Cittersy), a ta do bólu sztuczna kukła i wszystkim znane scenerie biurowe są po prostu ukłonem w stronę lat 70' / 80' i filmów z tamtego okresu. Kontynuując te rozważania, wciągnięcie Petera Stormare do tego filmu nie było problemem, gdyż - jak wiemy - on wprost uwielbia takie klimaty, a główny bohater grany przez Kena Marino to klasyczna popierdółka nie radząca sobie z niczym ani w domu, a tym bardziej w pracy. Przekomiczny Erik Charles Nielsen (znany z serialu Community jako Garrett Lambert) miażdży swoją postawą wszystkich, chociaż pojawia się zaledwie w trzech scenach. Reasumując: "Kłopoty ze stresem = ZBUNTOWANY TYŁEK"

FRANKENSTEIN’S ARMY / Frankenstein’s Army (2013)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●●
Coś o filmie: Dziwaczny film klasy B w reżyserii Richarda Raaphorsta i scenariusz autorstwa Chrisa W. Mitchella. Nic mi te nazwiska nie mówią i prawidłowo, gdyż panowie poza zabawą w kręceniem filmików na youtube w klimatach II Wojny Światowej nic większego nie zrobili – poza oczywiście omawianym Frankenstein’s Army. Do filmu należy podejść subtelnie i delikatnie ponieważ to tak specyficzne kino zarezerwowane chyba tylko dla Północnej Europy.  Armia Frankenstainów to eksploracja kina grozy w klimatach wojennych. Poważny temat jakim jest konflikt na Ziemiach Północnych pomiędzy Frontem wschodnim, a Wermachtem jest wtłoczony do bardzo zabawnego horroru. Konwencja NaziZombie kwitnie zaskakująco szybko i po rewelacyjnym, komediowym horrorze Dead Snow myślałem, że ciężko będzie dobrać tak aktorów aby byli zabawni i zmontować tak obleśne sceny śmierci charakterystyczne dla kina klasy B aby można było poczuć dreszczyk albo przynajmniej dostać lekkiej niestrawności. W tej produkcji dostajemy już nie żywych trupów z nieprzyjacielskiej armii ale całą masę przekomicznie okropnie wyglądających biomechanicznych stworów. Aktorstwo makabrycznie kuleje, sztuczne aż boli, gdyż pierwsza połowa udaje wojenne filmidło lecz w drugiej mamy rewelacyjne nazi exploitation. Zamiast zombiaków dostajemy eksperymenty w podziemnym bunkrze przyprawiające o mdłości – lubię to.

2 komentarze:

Katarzyna Szolc pisze...

Ja niestety przegapiłam w kinie najnowszy film o przygodach Rosomaka, ale choć czytam/słucham samych "średnich" opinii to i tak chętnie zobaczę ten film. W końcu jak każda kobieta muszę się sama przekonać jak jest;)

Maciej Wojtoń pisze...

jak jest czy jak pręży się Jackman :)
dzięki, dzięki - nawet nie pisałem dużej recki bo moim zdaniem nie warto (jeżeli nie jest się fanem mutantów)