poniedziałek, 12 sierpnia 2013

#258 [K] Kompendium głupoty na talerzu

Evan Goldberg to facet, który potrafi wyczuć nastrój nastolatków i dać im to co w danej chwili bawi ich najbardziej. Wykreować tak pojechany scenariusz z licznymi obleśnymi tekstami i gestami, że w głowie tradycyjnego Europejczyka się nie mieści. Najnowszy film This Is The End to podsumowanie jego 8 lat zabawy z komedią, czy udany? Sprawdźcie sami!


Evan Goldberg
Przyjaciel Jaya Baruchela i Setha Rogena stworzył lata temu krótki metraż pod tytułem Jay and Seth Versus the Apocalypse, w którym to ci dwaj panowie zamknięci w apartamencie muszą poradzić sobie z całkiem nową sytuacją jaka czyha na zewnątrz, mianowicie – Koniec Świata. Ten odjechany filmik bogaty w wulgaryzmy, niepoprawne politycznie teksty wywołał ogromne poruszenie wśród osób, które są na bieżąco z mediami i orientują się w najpopularniejszych internetowych zjawiskach.
Seth i Evan od 2007 roku stał się najbardziej zjawiskowym komediowym duetem dekady, a przynajmniej najbardziej dochodowym. Chwilę później powstaje komedia, która wśród nastolatków staje się symbolem życia licealnej młodzieży w Stanach Zjednoczonych, ale zanim do tego przejdę powiem króciutko o chudym romantyku. Jay Baruchel to bardzo utalentowany aktor komediowy, który idealnie pasuje do romantyków z problemami. Zaczynał już na początku XXI wieku lecz sukces przyniósł mu film Wpadka, potem Jaja w Tropikach czy Fanboys chociaż świetnie sprawdził się w thrillerze psychologicznym Dobrzy Sąsiedzi.
Jay plasuje się do grona (i tutaj użyję mojego sformułowania) komików wyklętych:

  • Seth Roger
  • Jay Baruchel
  • Craig Robinson
  • Jonah Hill
  • Justin Long
  • Michael Cera
  • Christopher Mintz-Plasse
  • Danny McBride
  • oraz James Franco
Filmy nurtu nowej komedii amerykańskiej rozpoczęły się w tym samym czasie co zmierzch komediowy lat ’90 czyli upadek American Pie czy Strasznego Filmu, rozpoczyna się okres, gdzie nie ma żadnego tabu odnośnie słownictwa, pokazywanie nagich części ciała jest niezbędne do sukcesu wśród młodych, a rozmowy na temat możliwości czy faktycznego odbywania stosunku stają się takim samym chlebem powszednim jak odrabianie lekcji czy słuchanie muzyki (obracamy się w kręgach licealistów). Na początek Jonah Hill, trzydziestolatek o urodzie licealnego popychadła rozpoczyna swoją niewątpliwą karierę w 2004 roku w filmie Jak być sobą, a już dwa lata później łączy się z niejakim Justinem L. w rewelacyjnej komedii Przyjęty, ale nie ten film pokazał Hilla jako bezwzględnego licealnego Casanovę, a film Supersamiec. Potem było już z górki: Facet do dziecka, Straż sąsiedzka no i teraz To już jest koniec.
I tak wspomniałem już pierwszy tytuł tej dziwacznej konwencji:

Supersamiec (2007)
Evan i Seth, choć różnią się diametralnie, od początku liceum są niemal nierozłączni. Teraz są uczniami ostatniej klasy liceum, a fakt, że wybrali inne uczelnie postanawiają uczcić w czasie szalonej imprezy. Upokarzającej, niezapomnianej nocy, którą każdy z nich wspominał będzie do końca życia...
Christopher Mintz-Plasse debiutuje w tej produkcji, jest nierozgarniętym młokosem, który nie ma żadnego doświadczenia w relacjach damsko-męskich, a koniecznie chce pokazać, że coś znaczy w społeczeństwie w jakim się obraca i choć raz nie chce uchodzić za wiecznego kujona. Taki stereotypowy uczelniany / szkolny naukowy geek rozpoczął swoją karierę w komediach ostatniej dekady. Sam Christopher świetnie pasuje do roli geeka (Wyrolowani, Postrach nocy), a rola Chrisa w Kick-Assie jest bezbłędna.

Wpadka (2007)
Judd Apatow i jego dziwaczne poczucie humoru to również stały punkt komedii dla osób bez większych potrzeb. Facet rozpoczął z naśmiewania się z 40-letniego prawiczka, naśmiewa się z Wpadki Setha Rogena (o tym właśnie jest film), a trzecia produkcja tego reżysera i scenarzysty to Funny People, a o produkcji mówi tak "Staram się zrobić bardzo poważny film, który będzie dwukrotnie zabawniejszy od moich poprzednich. Życzcie mi szczęścia!". Po obejrzeniu miałem wrażenie, że nic smutniejszego w 2009 roku nie widziałem.
Wracając do Evana Goldberga i jego cyklu [debilnych] komedii. Kolejny rok to Boski chillout i tu kooperacja scenarzysty Evana z reżyserem Davidem Gordon Greenem, który poprzysiągł sobie, że jego kolejne filmy będą inteligentnymi komediami dla dojrzałych osób… Po tytułach: Facet do dziecka i Wasza wysokość straciłem zaufanie do filmów, w których macza palce David.

Boski chillout (2008)
Evan Goldberg do Boskiego chilloutu zatrudnia, poza kumplem Sethem Rogenem, Danny’ego McBride’a i Jamesa Franko. Wielka intryga w klimatach ogromnego narkobiznesu w pieprzonym bagnie absurdu, pościgów i marihuany. Irytujący Seth i leniwy Fanco to najgorsze połączenie jakiego doświadczyłem. Sam James Franko tak jak i jego braciszek to rewelacyjny aktor, bardzo utalentowany i przekomiczny (solo), ale również genialnie może udźwignąć film sam i zagrać dramatycznie (127 godzin). Kojarzony pewnie z trylogii Spider-Man’a czy Tristana i Izoldy, ale ostatnie tytuły jasno pokazują, że nadaje się do wszystkiego (Geneza Planety Małp, Oz Wielki i Potężny, Spring Breakers)
Seth Rogen i jego wieczny optymizm
Poza wyżej wymienionymi filmami zagrał również w filmach akcji, dramatach i filmach obyczajowych, ale zawsze, ale to zawsze gra niestrudzonych optymistów, często w odmętach narkotykowego transu bądź bogatych posiadłości. Nie ważne czy gra kumpla chorego na raka chłopaka (50/50) czy fajtłapowatego super bohatera (Green Hornet 3D) albo producenta porno (Zack i Miri kręcą porno) to zawsze jest uśmiechnięty, bezpardonowy i przyjacielski. Mimo płytkiego dowcipu i okropnych scen, można kolesia polubić.

Zack i Miri kręcą porno (2008)
Film jest czymś o wiele lepszym od pozostałych produkcji wymienionych w tym artykule. Jest to ordynarna historia o miłości, pełna szalenie głupich i niedojrzałych tekstów, ale to produkcja Kevina Smitha więc o gadkę o „dupie Marynie” nie trudno. Poza Sethem i Elizabeth Banks mamy również kolejnego dziwacznego aktora czyli Craiga Robinsona. Starszy facet, ale jakże irytujący (Jutro będzie futro). W najnowszym To już jest koniec – stanowczo niepotrzebny.
Mamy jeszcze jednego aktora, który stara się wyglądać na twardziela, brudnego i zarozumiałego kolesia, a wychodzi mu to miernie powodując rozpacz na twarzach widzów.  Danny McBride zagrał w Waszej wysokości i wcale mu się nie dziwię, że zgodził się do roli napalonego księciunia. Płytki, tragicznie nie śmieszny, ogrom podtekstów seksualnych… wróć – bezpośrednio twarz dostajemy wysyp fallusów i wagin, które no już nie bawią, bo nie wiadomo z której strony „ugryźć” taką produkcję. Zauważyć należy, że przez natłok takich scen (w każdej komedii) zawężamy odbiorców, a dwudziesto/trzydziestolatkowie też chcą się pośmiać, problemy w tym, że nie ma z czego.

Michael Cera i Jesse Eisenberg
Pierwszy z nich to świetny aktor dramatyczny (tak tak, poleje się na mnie lawina nienawiści). Drugi to… nie wiadomo gdzie go wsadzić, bo raz zagra świetnie w thrillerze, raz rewelacyjnie w komedii (Zombieland), a potem coś mu się odwidzi i robi totalne pomieszanie z poplątaniem. 
Cera odgrywa świetnie nieudaczników, osoby błądzące, z zaburzeniami i myślące o niebieskich migdałach (Juno, Supersamiec), ale również potrafi pokazać klasę (Grzeczny i grzeszny, Scott Pilgrim). Z komedii albo przynajmniej z jego osoby można się pośmiać albo przynajmniej współczuć (The End of Love, Papierowe serce). W nowej produkcji poznajemy Michaela jako Michaela – wyluzowanego imprezowicza, komu się to podoba – rozumiem, komu się nie podoba – w filmie mamy dla niego satysfakcjonujące zamkniecie tej kwestii (Cera ginie i to nie spoiler gdyż zwiastun pokazuje bardzo dużo).

THIS IS THE END / To już jest koniec  (2013)
Kompendium głupoty na talerzu

Totalna zagłada
Film wprowadza nas w pseudorealny świat, w którym Michael Cera to Michael Cera, Seth Rogen to Seth i tak dalej. James Franko robi imprezę i zaprasza swoich holiłudzkich kumpli. Impreza jest ogromna, tańcują znani komediowi zawadiacy, a wśród nich nawet Jason Segel i Jonah Hill. Pojawia się Emma Watson i Rihanna (która mimo wszystko ginie), a wśród dziwnych gości jest również sam reżyser Evan.
Zabawa w klimatach wcześniejszych filmów reżysera, lecz czuć klimat lat ’90 jakby celowe oglądanie się wstecz. Natłok aktorów jest tutaj ogromnym plusem, udają oni samych siebie tworząc makabryczne przejaskrawienie postaci. Nagle z nieba wydobywają się niebieskie promienie porywające Bogu Ducha winnych przechodniów, ziemia zapada się pod nogami, a z wnętrza zieje ogień. Bohaterowie się rozpraszają albo giną od przypadkowych przedmiotów, a nasza paczka chowa się do lokum Jamesa Franco. Nie widzą co ich czeka na zewnątrz – barykadują się w niezniszczalnej twierdzy. 

Apokalipsa
Bardzo miła ścieżka dźwiękowa mieszająca współczesną muzykę z popem minionej epoki to bardzo rozluźniające połączenie, relaksujące okropnie ale nie ratujące filmu. Teksty w dalszmy ciągu płytkie i nieśmieszne, sceny denne i ukazujące opsesję twórców na temat seksu. Masakrowanie napotkanych „złych” aktorów jest już poniżej oczekiwań. Dzięki Bogu wszystko trzyma się kupy i można przeżyć do satysfakcjonującego finału, który jako jeden z niewielu części filmu jest przezabawny.
Kondycja komedii, głupich komedii upada, ale to nie znaczy, że powinniśmy obniżać standardy. Bojkotując cześć amerykańskich komedii dla niedorozwiniętej młodzieży może damy znać, że należy coś poprawić, a nie pchać niekształtną masę filmową, w masę niemego tłumu widzów.

autor: Maciej "temptershell" Wojtoń
THIS IS THE END / To już jest koniec  (2013)
●●●●●●●●●●

plakat:
gatunek: komedia
premiera:
świat: 12.06.2013
kraj: 13.09.2013
reżyseria: Evan Goldberg i Seth Rogen
scenariusz: Evan Goldberg i Seth Rogen
obsada - znana, wymieniona powyżej
cytat: "Hermione just stole all of our shit. And Jay suggested that we rape her. I think the only reason he did that is because he knows he's about two minutes away from becoming the house bitch himself."


2 komentarze:

Katarzyna Szolc pisze...

To jest właśnie ten typ komedii, których nie trawię. Widziałam z nich "Wpadkę" i jeszcze mogłam wytrzymać poziom zażenowania żartami. Natomiast "Supersamiec", "Boski Chillout" czy "Zack i Miri kręcą Porno" to już kompletnie nie moja bajka.
Niemniej jednak podoba mi się Twój wpis i to zestawienie ze sobą wszystkich filmów spod tego samego szyldu.

Maciej Wojtoń pisze...

Myślę, że odpowiedni okres zaznaczyłem, gdyż wcześniej nic tak głupiego nie widziałem, a kończę na "podobno hicie" tego roku... cóż, zobaczymy we wrześniu wśród reakcji bloggerów :)