piątek, 16 sierpnia 2013

#261 [R] Kruger: It's just a flesh wound!

Jestem świeżo po premierze nowego filmu Neilla Blomkampa pod tytułem Elizjum. Film to genialnie zmontowany klip przedstawiający bardzo realną wizję przyszłości, ale czy to dobry film science fiction? Pytań jest wiele, opinia jest mieszana gdyż z jednej strony podczas seansu trzymałem się kurczowo fotela, a oczy łaknęły więcej i więcej tak genialnych obrazów, a z drugiej jednak po dwudziestu minutach wiedziałem jak cała historia się skończy. Zapraszam na recenzję tego wakacyjnego blockbustera!

Hasła kluczowe: tragiczny obraz ludzi przyszłości | transhumanizm | nowy typ sci-fi


ELYSIUM / Elizjum (2013)
It's just a flesh wound!

Relatywistycznie bliska wizja przyszłości
Film bardzo powoli odkrywa swoją wizje przyszłości. Rok 2154 przedstawia przeludnioną ziemię (gdzieś to już widziałem, right?) gdzie ludzie żyją w slumsach, pracują gdzie się da, często i gęsto fizycznie. Kalifornia wygląda jak jedna wielka favela, a nasz bohater (określenie troszeczkę przesadzone) Max (w tej roli Matt Damon) jest zwykłym fabrycznym robolem, który posiadając bujną przeszłość (przestępczość) nic innego znaleźć nie potrafi. Pech chciał, że trafia na swoją przyjaciółkę sprzed lat (a może pech to wypadek w fabryce?), przyjaciółka ma problemy, z których nie ma chęci się zwierzać, a sam Max jest okropna łajzą, która składnie mówić nie potrafi. 
Sam heros nie dość, że kocha montować roboty to jeszcze jako doświadczony złodziej potrafi świetnie strzelać z każdej broni palnej (gdzie sens, gdzie logika). Potrafi walczyć wręcz i bez wahania godzi się na misję, która ma bardzo małe szanse na sukces.
Jak to w filmach sci-fi bywa, losy naszych bohaterów dziwnym trafem się splatają ze sobą, a polityczni antagoniści nie mają za grosz rozsądku i padają jak muchy. Role, z których można byłoby coś wykrzesać są zdejmowane błyskawicznie, ale o tym – niżej.
Jaka byłaby to wizja przyszłości gdyby nie wyrazisty kontrast światów? Na Ziemi mieszka biedota, to już wiemy, a gdzie mieszkają bogaci? Elizjum, tytułowa kraina Elizjum to nic innego jak ogromna stacja kosmiczna, która po wykształceniu własnej atmosfery stała się domem dla bogaczy i scentralizowanego rządu ludzkości. Polityka na Ziemi nie istnieje, gdzieniegdzie znajdują się szpitale i posterunki policji z robo-gliniarzami, a szychy i prezesi koncernów odwiedzają planetę sporadycznie, doglądając interesu. Wspomniałem o robotach? Roboty są wszędzie, jako policjanci, lekarze, pracownicy fizyczni i ochroniarze. Robotyka i mechatronika to główne gałęzie przemysłu i rozwijanej technologii, w połączeniu z nanorobotyką i terapiami genowymi zapewniają mieszkańcom Elizjum istny raj. Specjalne, uzdrawiające kapsuły to nic innego jak przyśpieszona regeneracja tkanek w połączeniu z naprawą DNA – cud techniki ratujący życie Ziemianina i podtrzymujące młodość obywatela (status mieszkańca Elizjum).

Kruger jest moim ojcem
Aktorstwo jest straszne, marnie zrealizowane portrety psychologiczne, kiepskie wstawki Williama Fichtnera czy niemrawy, mdły Matt Damon, cóż – nie można mieć wszystkiego, ale mamy Krugera! Sharlto Copley gra fenomenalnie psychopatę. Mieszkający na ziemi tajny agent rządku na Elizjum to zarośnięty socjopata, który nie waha się przed nikim i niczym. Gwałciciel, zwyrodnialec, morderca i przekomiczny facet. Tryska optymizmem, jest pogodny i bardzo grzeczny, no może czasami wybuchnie. Rzuca żartami z rękawa, w każdej scenie pokazuje klasę, no i oczywiście w kontakcie z damą jest bardzo czarujący. Teraz tak na serio, najlepszych filmowy psychol jakiego widziałem, no może ostatnio widziałem, myślę, że bije nowego Jokera tylko troszkę czułem niedosyt tej postaci. Za dużo polityki, Damona i tej nieznośnej partnerki Alice Braga (już nawet nie mówię o piątym kole u wozu czyli małej Emmie Tremblay).
Fabuła jak już wspominałem jest za banalna, aby nie zdradzać całości zaznaczę, że Matt ma zostać bohaterem z przypadku, wmieszał się w szemrane towarzystwo to teraz musi za błędy zapłacić, a że nagroda wysoka to podejmuje ryzyko. W scenariuszu ma błyskawiczną wycieczkę na Elizjum, plakatowy egzoszkielet i dziwaczny chip z danymi w stylu Johnnego Mnemonica.

Neill Blomkampa żyje!
Reżyser powraca do swoich wcześniejszych produkcji, odkopuje stare zapiski i zdjęcia z 2006 roku i nareszcie widzimy szerzej jego wizję rozwoju robotyki. Film jest świetnie zrealizowany, genialne połączenie kontrastu klas (jak na futurystyczny film przystało) oraz wizji post-apokaliptycznej z rajem. Mamy motywy dramatyczne, może za dużo dramatyzmu w niektórych scenach, a scenariusz zamiast rozrosnąć się w stronę skomplikowanej historii w świecie stacji Elizjum przejął rolę kształtowania świata z 2154 roku zamiast skupić się na opowieści.
Świat robotów, genialnych statków kosmicznych i hiper-medycyny to coś co fascynuje mnie w kinie fantastyki naukowej. Kolejny raz widzimy możliwości trans-humanizmu. Jako student biologii bardzo interesują mnie koncepcje poprawiania możliwości ludzkiej fizjologii i możliwości organizmu, ten obraz daje nam łyk koncepcji egzoszkieletów, kuracji genowych czy rekonstrukcji tkanek. Oczywiście znaleźć można tuzin filmów o podobnej tematyce, ale tutaj jest to pokazane w sposób bezpośredni i widowiskowy. Mamy również fruwające z wielką prędkością statki. To już nie wielkie transportowce jak Nostromo (1979), a bardziej mobilne małe, kilkunastoosobowe promy jak z Wojny z Cyberdyne / Skynet (Terminator – wszystkie części) czy nawet (również z Terminatora) bezzałogowe sondy. Im droższe to bardziej luksusowe, opływowe i błyszczące, najwyższej klasy bolidy z ogromnym przyśpieszeniem (Bugatti) – coś fantastycznego.
Porównań jest ogrom, można znaleźć podobieństwa fabularne do filmu Johnny Mnemonic z 1995 w reżyserii Roberta Longo. Ogrom zapożyczeń z Pamięci Absolutnej (głównie z nowej wersji – koncepcja dwóch światów: bogactwa i biedy). Kończąc na Oblivion, Battlestar Galactica, Terminatorze, Wall-E czy Lockout.

Release The Kraken!
Kamera – świetne ruchy kamery czy tam kamerzysty, mamy wprost teledyskowe sekwencje walki. Kamera raz ukazuje świetną panoramę, a po chwili widzimy trzęsące się ręce uciekiniera. Byłem zachwycony tym jakże pomysłowym wykorzystaniem statywu i różnego typu drążków montowanych to na pasie Maxa to na ramionach czy w kokpicie wahadłowca. Nareszcie ktoś pozwolił kamerze żyć własnym życiem, pokazywać świat z innej perspektywy.
Montaż również rozpieszcza, świetnie posklejane, zmontowane i ubarwione piaskowymi kolorami klatki, na widok których przypominają się takie post-apokaliptyczne hiciory jak Mad Max czy kultowe gry w stylu Fallout’a. Nie mam nic do zarzucenia, no może przedłużacze scen dramatycznych – wiecie: to przeciąganie płaczących niewiast w nieskończoność.
Muzyka to prawdziwa perełka, od dynamicznych kawałków w wozie Krugera po podniosłe, patetyczne sekwencje przy panoramie Elizjum. Pozostaje szukać ścieżki dźwiękowej w sklepach.
Polecam film gorąco, nie tylko fanom sci-fi!

recenzja: Maciej 'temptershell' Wojtoń
edycja: Laura
ELYSIUM / ELIZJUM (2013)
●●●●●●●●●●
poster:
gatunek: akcja / science fiction
premiera:
świat: 07.08.2013
kraj: 16.08.2013
reżyseria: Neill Blomkamp
scenariusz: Neill Blomkamp
występują: Kapitan 'Howling Mad' Murdock z Drużyny A, Jason Bourne, Meg Altman z filmu Azyl
cytat: "It's just a flesh wound!"

Brak komentarzy: