niedziela, 18 sierpnia 2013

#262 [K] Warner Bros. i komiksy


Felieton Film Fikcja
Warner Bros. i komiksy
Wakacje zbliżają się ku końcowi, ale to nie powód abym kolejny raz pisał o rozczarowaniach premierami lata. Dzisiaj troszeczkę z innej beczki, a mianowicie o komiksach, zmianach na blogu i o wytwórni Warner Bros. Zapraszam na kolejny felieton!
Jakiś czas temu zabrałem się za odświeżenie cyklu o Cenobitach czyli serii Hellraiser. Świetnie się oglądało wszystko lata temu kiedy to pierwszy raz skosztowałem tej mieszanki gore z elementami sadomaso i czułem prawdziwe przerażenie. Teraz postawiłem sobie poprzeczkę troszeczkę wyżej i z racji, że staram się być drobiazgowy – dogrzebałem się do źródła. Książka, która jest pierwowzorem filmu Barkera okazała się krótkim opowiadaniem i nie była satysfakcjonującą nagrodą za moje poszukiwania wiec zacząłem zagłębiać się coraz bardziej. Dotarłem do komiksów, które należało czytać między 2, a 3 filmem. Zacząłem seans po Bożemu, opowiadanie, część I, II i komiksy (Hellraiser wydanie pierwsze – 20 zeszytów + 5 zeszytów one-set). Następnie powróciłem do cyklu i zakończyłem wszystko na filmie z 2011 roku. Efektem mojego maratonu jest pierwszy z trzech artykułów o tej perełce popkultury. Do drugiego nie mogę się jak na razie zabrać, ale mam nadzieję, że zmieni się to w najbliższym czasie.
Komiks z końca lat ’80 odrodził u mnie miłość do tych graficznych historii, mam w planach drugie wydanie Hellraisera i jego spin-offy z ostatnich kilku/kilkunastu lat, ale w między czasie inne tytuły zatruwają mój umysł. Zakończyłem Crawl to Me Alana Roberta, komiks wydany w jednym 110 stronicowym tomiszczu, na bazie którego powstał film, a plakat prezentowałem tydzień temu. Nie mogę się doczekać ekranizacji, gdyż mimo łagodniejszych tematów niż w komiksach Bena Templesmitha mamy podobną kreskę i natłok dynamicznej akcji (30 Dni Mroku).
Swoją przygodę z komiksami rozpocząłem już dawno, mając lat 12 lub 13 wpadły mi w łapska komiksy typu Kajko i Kokosz czy Thorgal, ale nie przypadły mi do gustu, lecz po krótkim czasie dorwałem X-Menów i rozpoczęło się szaleństwo. TM-Semic wydawało komiksy praktycznie przez okres mojego dzieciństwa, a po krótkim czasie od zakończenia działalności, komiksy te były dostępne w bibliotece z czego ja nagminnie korzystałem. Od X-Menów przez Spider-Mana po Punishera, poznawałem historię, lecz już wtedy starałem układać wszystko chronologicznie i skupiać się na pełnych opowiadaniach mających początek i koniec. Lata mijały, a zamiłowanie do komiksu zgasło równie szybko co się narodziło. Dopiero pod koniec liceum wraz z dostępem do stałego łącza internetowego możliwości czytania o losach superbohaterów stały się ogromne i banalnie proste. Kolejny raz wchłonął mnie ten świat i jak na razie nie puszcza. Są okresy, w których to czytam dosyć dużo, nagminnie, ale są i okresy (jak teraz) kiedy to pozwalam sobie na poznanie jednej, krótkiej historii w obliczu nadchodzącej premiery filmu, który bazuje na czymś konkretnym. R.I.P.D. to film bazujący na komiksie – przeczytałem,  przed premierami Hellboy’a też ogarnąłem pewnie z 3 tomy, Dylan Dog również odhaczony, Tank Girl, The Walking Dead czy 30 Days of Night również. Nie zamykam się w jednym wydawnictwie czy autorze, lecz staram się wybierać odpowiedniego rysownika czy scenarzystę. Jedno jest pewne, nie lubię DC i nawet jeżeli największe szychy z Los Angeles podejmą się nakręcenia Aquamana czy Ligi Sprawiedliwych – nie dotknę tych komiksów. Mam oczywiście swojego ulubionego twórcę, ale o autorze Fell, 30 Days of Night czy Singularity 7 potrzebuję osobnego artykułu (i tak też pewnie zrobię). Zachęcam wszystkich do czytania komiksów, świetna rozrywka, a odpowiednie rysunki czy konkretne wydawnictwo (Dark Horse Comics) potrafi stworzyć klimat równie dobry co świat filmu czy książki.
Niecały miesiąc od mojego pobytu na pokazie prasowym filmu Pacific Rim miałem okazję mejlować z działem promocji koncernu Warner Bros. (jego odnogi w naszym kraju) i po bardzo miłej wymianie zdań dostałem możliwość zalogowania się na platformie mediowej tego giganta w dziedzinie filmu i telewizji. Jest to ogromne wyróżnienie, gdyż działając od roku w świecie blogerów filmowych nie mam ani setek tysięcy odsłon czy tysięcy widzów, a możliwość pobierania i prezentowania treść prosto ze źródła to bardzo duża sprawa. Sprawdzam co dwa dni i nie mogę się nadziwić ile informacji i zdjęć udostępniają, mało tego – dostaję maile z powiadomieniem, że jest jakaś nowość: a to napisy końcowe do filmu Gravity (wrzesień), a to 40 stronicowa zapowiedź filmu We’re the Millers. Tylko pobierać, cieszyć się i Wam prezentować. Każda recenzja filmu będącego wyprodukowanym za pośrednictwem Warner Bros. będzie obfitowała w dodatkowe zdjęcia i informacje, tak jak to było w recenzji filmu Obecność więc tylko się cieszyć.
Na blogu nastąpiły pewne zmiany, a to za sprawą mojej własnej, nieprzymuszonej aktualizacji filmowych wiadomości. Po pierwsze jest rubryka z filmami, które mam w planach obejrzeć i zrecenzować na łamach bloga (abym sobie czegoś nie pominął), a kolejną nowością są właśnie NEWS-y filmowe, rubryka, gdzie prezentuje krótkie informacje zza planu, z post-produkcji czy premiery filmów, o których usłyszymy za rok (może dwa), a ja już tam będę mógł o nich wspomnieć i sobie zanotować w chałupniczo wyglądającym kalendarium.
Dziękuję za Waszą obecność na fanpage’u, jest nas ponad 200 i ciągle liczba polubieni rośnie. Każdy z Was, moi drodzy czytelnicy jest unikatowy i bardzo ważny. Wszystkie komentarze i polubienia są na wagę złota gdyż świadczą o tym, że warto mówić o filmach i propagować tę muzę! Będziemy bawić się jeszcze lepiej, gdyż nie zamierzam usiąść na laurach, a przygotowywać pełniejsze recenzje i ciekawsze artykuły, no i od czasu do czasu uderzyć czym głębszym od siebie – tak jak tutaj, w felietonach.


autor: Maciej "temptershell" Wojtoń

Brak komentarzy: