piątek, 6 września 2013

#270 [NL] Ender i jego początki

Witam! Witam i jeszcze raz Witam! Dzisiaj przygotowaliśmy (a dokładnie Ookami) coś niespotykanego na moim blogu – mianowicie wprowadzenie do książki Orsona Scotta Carda… co ja też pieprzę, jeden z fanów bloga (fanów - o ile mogę tak mówić na użytkowników fanpage’a na facebooku) przygotował wprowadzenie do świata Endera, na podstawie którego już w listopadzie zadebiutuje film pt. „Gra Endera”. Ja osobiście nie mogę się doczekać, po pierwszej informacji o produkcji zagarnąłem dostępne książki i jestem w trakcie czytania części drugiej. Poniższy opis ma na celu nie tyle zapoznanie się z Enderem co zachęcenie do czytania tej serii albo przynajmniej poznania realiów wojny z Formidami. Zapraszam!

Większość ludzi dzieli książki na dobre i na nudne. Czasem sugerują się tylko opiniami innych lub przeczytanym początkiem książki. Ja jednak dzielę książki na trzy rodzaje. Pierwszy to książka, którą musiałem lub potrzebowałem przeczytać, bo nie ma książek nudnych, są tylko ludzie, którzy ich nie zrozumieją lub nie polubią. Drugi rodzaj to książka pisana przemiłym językiem, który zachęca samym stylem do czytania, choćby mówiła o ślimaku przechodzącym przez parapet za oknem, na tle słońca, tak samo leniwie podróżującego po nieboskłonie. Trzecia możliwość jest moją ulubioną tak bardzo jak znienawidzoną. Taką książką jest dzieło Carda Orsona Scotta. Po jej przeczytaniu masz ochotę na więcej, a kiedy kończysz serię lub pojedynczy tom i wiesz, że to już koniec, pochłania Cię ogromny głód, którego nigdy nie zaspokoisz...
Na szczęście zbiór czterech opowiadań jest dopiero wprowadzeniem do sagi, którą autor zaczął 1985 roku. Ułożone chronologiczne ukazują nam cztery różne miejsca w czasie, pokazują jak powstał świat, w którym żyją główni bohaterowie, a który dla nas jest przyszłością oddaloną od kilkunastu do kilkudziesięciu lat. A wszystko sprowadza się do tytułowego Endera, chłopca, który zostaje obwołany jedyną nadzieją i największym strategiem rasy ludzkiej. Po co jednak ludziom ta konkretna nadzieja? Przeciwko robalom. Ziemia zostaje zaatakowana przez obcą rasę wyewoluowaną z owadów. Pierwsza inwazja była tylko zwiadem, który sam w sobie prawie nas zniszczył. Druga inwazja była już misją kolonizacyjną i tylko dzięki przebłyskowi geniuszu wielkiego dowódcy - Mazera Rackhama, którego grać będzie Ben Kingsley, flota wroga zostaje zniszczona. 
Wiedząc, że podróż kolejnej inwazji Robali może potrwać wiele lat, a wielki Rackham będzie już za stary na prowadzenie armii, świat łączy się w jedną Hegemonię i wprowadza ograniczenia w naszym przeludniającym się świecie, szukając jednocześnie następcy Mazera, który go przerośnie. Zostają stworzone odpowiednie testy i badania, przez które przechodzą wszystkie dzieci. W końcu pojawia się Jan Paweł Wieczorek, siódme dziecko swoich rodziców, za namową armii trafia z krewnymi do Ameryki gdzie przyjmuje imię John Paul Wiggin. Jednak ciągle, pomimo jego geniuszu, czas Trzeciej Inwazji nie pokrywa się z przewidywanym szczytem możliwości chłopca, ale co innego można powiedzieć o jego przyszłych dzieciach. 
Nakreślam wam podstawę fabuły, aby nie zepsuć wam czytania, do którego gorąco zachęcam. Zbiór opowiadań połechta wasz głód i ciekawość na tyle, że sięgniecie dalej, po samą Grę Endera, na podstawie której powstał film niebawem goszczący ma ekranach kin. Jednakże ostatnie opowiadanie, jak i cała książka ukazująca ostateczną bitwę z obcą cywilizacją nie jest tak piękna, kolorowa, szczęśliwa jakbyśmy mogli liczyć. Więc na koniec zadam wam pytanie: Jak myślicie, ile można poświęcić, aby uratować własną rasę i cywilizację? Jeśli dokładnie przyjrzycie się chłopcu i pułkownikowi, który go prowadzi, być może pomyślicie to co ja? Poświęcić swoje życie byłoby najłatwiejszym rozwiązaniem...
Zachęcam do czytania, zachęcam do oglądania, a niedługo po premierze filmu (chyba, że Maciek wbije na pokaz prasowy) do recenzji.

recenzja: Kuroi Ookami

Brak komentarzy: