piątek, 23 maja 2014

#303: X-Men: Days of Future Past (2014)

Po okropnie długiej przerwie od pisania recenzji ciężko jest mi wrócić do tworzenia czegokolwiek na blogu. Oczywiście nie jest to spowodowane zatracaniem umiejętności pisania ale dychotomią związaną z długością i jakością tekstu. Z jednej strony chciałbym Wam opisać wszystkie zawiłości X-MENowej sagi i rozwiać wątpliwości związane z produkcjami Singera (jeżeli takowe istnieją), a z drugiej chciałbym jak najkrócej przedstawić walory filmu i wypunktować plusy i minusy abyście nie musieli długo przewijać strony w poszukiwaniu oceny. Za długo we wstępie? No to do rzeczy:

❶ Dlaczego na wstępie mówię TAK
Bryan Singer powracając do swoich X-MENów w 2011 pokazał, że robi filmy z pasją i zaangażowaniem. Jest dokładny i wiarygodny w tym co chce pokazać widzą. Po tym jak powiedział, że planuje stworzyć coś co nie tak dawno nazwał inbetweequelem byłem ogromnie nakręcony. Moje zainteresowanie rosło z każdym nowym newsem i to nie tylko przez wzgląd na jego produkcje ale również, przez to, że czytam komiksy i wiem co wiąże się z kolejną adaptacją tak legendarnej serii jaką jest X-MEN. Days of Future Past to bardzo ciężka historia, pełna problemów egzystencjalnych czy filozoficznych. Nie miałem wątpliwości: Singer stworzy nie tylko świetnie wyglądający film, ale również pełen emocji – coś czego jeszcze nie widzieliśmy. Nie myliłem się!
❷ Historia czy Przyszłość?
Fabuła jest nieźle pokręcona i oglądanie dwóch światów (niedaleka przyszłość i początek lat 70’), w których mutanci walczą o przetrwanie w odmiennym stylu jest naprawdę fascynujące. Mamy „starą szkołę” do której dołączają „mutanci przyszłości” (Blink, Bishop, Sunspot) oraz rozbitą „pierwszą klasę” czyli pierwszych uczniów Profesora X.
Ogólnie, bo nie chcę mieszać za bardzo. W komiksie i w serialu animowanym jeden z mutantów / jego umysł (Shadowcat / Bishop) zostaje wysłany w przeszłość aby zmienić bieg  wydarzeń, gdyż obecna sytuacja wygląda makabrycznie. Dlaczego? Otóż niejaki Bolivar Trask w XX wieku stworzył (i udoskonalał) Sentinele – maszyny likwidujące mutantów. XXI wiek to istna zagłada całego gatunku Homo Superior. W filmie jest podobnie lecz podróżnikiem w czasie jest Wolverine, a dokładnie jego umysł. Jego zadanie to przekonanie Profesora X i zmiana przeszłości. Jakie będą skutki jego działań? Czy misja uratowania nowego gatunku człowieka się powiedzie? Te i wiele innych odpowiedzi przyniesie seans, a dlaczego jeszcze warto na niego iść? Poniżej…
Czuć dreszcze!
Obsada jest rewelacyjna, nie ma rzecz jasna Bractwa Złych Mutantów ale mamy starą gwardie z pierwszej trylogii (Halle Berry, Shawn Ashmore, Patrick Stewart, Ian McKellen), mamy również „pierwszą klasę” (Nicholas Hoult, Jennifer Lawrence, James McAvoy, Michael Fassbender), niezastąpionego Logana odgrywanego przez Hugh Jackmana oraz całkiem nowe postacie ze świata X-MENów (Omar Sy, Evan Peters, Bingbing Fan czy Adan Canto). Mało nazwisk – wiem, wiem gdyż tych mutantów w filmie jest na pęczki (chociażby Gregg Lowe jako Ink), a dodatkowo Traska gra Peter Dinklage. Reżyserem jest jak wspomniałem powyżej Bryan Singer, za scenariusz odpowiada trójka mająca już do czynienia z mutantami (przy Pierwszej Klasie) Jane Goldman i (Ostatni Bastion) Simon Kinberg
Muzyka jest porywająca, pełna emocji i napięcia, skomponował ją John Ottman (odpowiedzialny za muzykę do drugiego filmu pod tytułem X2). Efekty wizualne po prostu miażdżą. Nie mogłem się nacieszyć widokiem post apokaliptycznej wizji przyszłości i genialnych pojedynków w wykonaniu rewelacyjnie dopracowanych i ucharakteryzowanych mutantów. Świeży wygląd i futurystyczne kombinezony to dowód na to, że przestarzałe, jaskrawe i kuriozalne stroje mutantów sprzed ponad 30 lat (już nie mówię o pierwszych numerach) mogą przybrać całkiem nowy wygląd zachowując przy tym odpowiednie detale i szyk.
Scenariusz został tak skonstruowany, aby nadać produkcji wielu dynamicznych ujęć nie tracąc nuty dramatyzmu i powagi. Jest świetny balans między momentami trwogi, komedii i nadzieji na lepsze jutro. Za mało moim zdaniem było wizji przyszłości i za dużo Mystique. Ostatnie sceny są naprawdę świetną osłodą tych wielu miesięcy czekania na ten oto produkt. Warto również zaznaczyć, że fani będący na czasie z poczynaniami Singera dostaną coś na sam koniec napisów albowiem reżyser nie kłamał i X-Men: Apocalypse będzie za równe dwa lata gotowy do pokazania szerokiej publiczności. Nie mogę się doczekać.
autor: Maciej Wojtoń
edycja: Kuroi Ookami

X-Men: Days of Future Past / X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (2014)
OniryzMovie ocenia: ●●●●●●●●●
wiecej o filmach/serialach/nowościach dowiesz się na FanPage'u OniryzMovie

Brak komentarzy: