czwartek, 12 czerwca 2014

#325: The Grand Budapest Hotel (2014) ★★★★★★★★★☆

Wes Anderson to złoty chłopak współczesnego kina. Wygląda na ciapowatego brytola, tym czasem w jego żyłach płynie krew przeróżnej maści i przeróżnych narodowości – musi tak być, bo skąd miałby tak kosmiczne i piękne obrazy w swojej główce? Ten czterdziestukilku letni Teksańczyk już nie raz pokazał, że oryginalność to jego drugie imię, a w przypadku Grand Budapest Hotel można mówić wiele dobrych rzeczy, choć ja osobiście uważam ten film za jego Opus Magnum. Dlaczego? Sprawdźcie sami w recenzji poniżej!
Twórczość Wesa to pasmo plastycznych uniesień, w których spotykamy się z barwnymi postaciami, oryginalnymi historiami i przede wszystkim najbardziej symetrycznymi kadrami w historii kina. Widziałem jego prawie wszystkie filmy (poza The Royal Tenenbaums – tak do połowy i czekam na chwilę wolnego aby nadrobić) ale dopiero Kochankowie z Księżyca Moonrise Kingdom zwrócili moją uwagę na jego geniusz. Przeanalizowałem pozostałe tytuły i doszedłem do wniosku, że trzeba wykazać się szalenie wysokim poczuciem smaku aby tworzyć filmy tak różne pod względem fabuły i konwencji, a jednocześnie tak bardzo podobne i schematyczne no i oczywiście robić je tak aby mogły zachwycać nawet po którymś z kolei seansie (tak, widziałem Moonrise Kingdom chyba z 5 razy).
Dla Andersona przydałby się kolejny, osobny artykuł, gdyż poza świetnym wyczuciem symetrii i głębi, dzięki zgrabnemu montażowi dostajemy fantastyczne przejścia miedzy kadrami, prawie surrealistyczne, humorystyczne scenerie i związki przyczynowo – skutkowe, a jakby było Wam tego mało, to każdy film cechuje się odpowiednią tonacją kolorów, można stworzyć dla każdej produkcji odpowiednią gamę barw, od której (w każdym kadrze) Anderson nie odchodzi ani na krok.
Dodajmy jeszcze cudowną ścieżkę dźwiękową Alexandre Desplat oraz zdjęcia współpracującego z Wesem, Roberta Davida Yeomana i mamy cudowny „obrazek” wypełniony emocjami, zapachami i uczuciami, których nie brakuje w kinie Andersona.
Co z aktorami? Można zauważyć, że praktycznie każdy film tego utalentowanego reżysera to istny All-Star. Praktycznie każda gwiazda Hollywood nie ma oporów przed Teksańczykiem, co więcej – praca z nim jest owocna i satysfakcjonująca co można wnioskować z wywiadów. W rolach głównych możemy zobaczyć (i w przyszłych produkcjach spodziewać się):  Adrien Brody, Edward Norton, Owen Wilson, Tilda Swinton, Bill Murray i Jason Schwartzman; ta paczka spisuje się świetnie ale jakby tego było mało, w Grand Budapest Hotel pierwsze skrzypce gra genialny Ralph Fiennes w towarzystwie Willema Dafoe, Jeffa Goldblum, Saoirse Ronan i szalenie zdolnego Jude Law będącego po części narratorem historii.
Film jest historią personelu tytułowego Grand Budapest Hotel, fabuła kręci się wokół chłopca hotelowego i jego przełożonego. Z perspektywy narratora widzimy lata 60’ i upadający hotel, a opowiada on historię z początków II Wojny Światowej. Zawirowania związane ze śmiercią wiekowej kochanki zarządcy hotelu (granego przez Fiennesa) pokazane oczami bogu ducha winnego chłopca na posyłki oraz szalonego syna wspominanej staruszki (Brody) to istny kryminalny majstersztyk.
Grand Budapest Hotel to kino najwyższych lotów, z jednej strony kino rozrywkowe, a z drugiej artyzm nad artyzmy – film dla wszystkich na każdej szerokości geograficznej.
autor: Maciej Wojtoń
edycja: MrNolling

The Grand Budapest Hotel (2014)
OniryzMovie ocenia: ★★★★★★★★★

2 komentarze:

Garret Reza pisze...

Czyli oceniasz film jako opus magnum tylko ze względu na formę.

Maciej Wojtoń pisze...

Myślę, że jest to jego najbardziej przemyślany i najciekawszy fabularnie film co w połączeniu z rewelacyjnie ekspresyjną formą daje mu zaszczytne pierwsze miejsce. Moim zdaniem jest to (jak na razie) jego najdoskonalsze dzieło.