środa, 18 czerwca 2014

#331 ONIReading, podejście I: Giger umarł, świat stracił piękny koszmar

Rozpoczynam coś zupełnie nowego na blogu i nie jest to ostatnia niespodzianka nadchodzących wakacji. ONIReading to spojrzenie na dorobek współczesnej kultury nie przez pryzmat filmów, a właśnie literatury, malarstwa czy choćby komików. To co teraz napiszę będzie pewnie montowaniem własnej trumny w związku z tym, że ten blog jest praktycznie w całości poświęcony ruchomym obrazkom to muszę stwierdzić, że nie samym filmem żyje człowiek. Zapraszam na moje dywagacje pozbawione obiektywizmu i cenzury!
Na samym początku muszę zaznaczyć, że poniższe wywody będą pozbawione drobiazgowych analiz, zestawień, podsumowań i o ile to będzie możliwe – dat czy kalendariów. 
GIGER
Rozpoczynam smutną wiadomością, a mianowicie jeżeli jeszcze ktoś nie wie to mistrz biomechanicznego horroru zmarł kilka tygodni temu i była to dla mnie wiadomość okropna albowiem kilka dni przed jego tragicznym wypadkiem oglądałem jego prace i zagłębiałem się w jego artystyczny dorobek. Historia wyglądała tak, że podczas przeglądania różnych filmografii natrafiłem na kilka tytułów filmów dokumentalnych traktujących o Obcym Ridleya Scotta oraz o całej Quadrologii Aliena. Bez namysłu zabrałem się za smakowanie prawie pięcu godzin materiałów, w których obszerną część stanowiły wywiady z twórcą ksenomorfa, Hansem Rudolfem Gigerem, szwajcarskim malarzem, później również rzeźbiarzem, projektantem mebli oraz gitar. Dorobek Gigera jest ogromny ale już wracam do tej mojej majówkowej zadumy, gdyż ten obszerny seans miał miejsce pod koniec długiego majowego weekendu. Po zapoznaniu się ze wspomnianymi dokumentami zagłębiłem się raz jeszcze w dzieła mistrza, dodrukowałem sobie kilka rysunków z albumu Giger's Alien, zapoznałem się z albumem ARh+ oraz z II częścią H.R. Giger's Necronomicon. To była fantastyczna niedziela ponieważ również tego dnia w godzinach wieczornych zapoznałem się z filmem pod tytułem Jodorowsky’s Dune, o którym napiszę pewnie w kolejnej części ONIReading ponieważ to temat na całkiem pokaźny tekst, a chciałbym zahaczyć jeszcze o inne aspekty sztuki/kultury w premierowym artykule. Aby rozbudzić zainteresowanie kolejnym „podejściem” rzucę hasła: Mœbius, Diuna, Jodorowsky i Frank Herbert.
Giger zmarł jakoś tydzień później po rozpoczętej na nowo mojej fascynacji jego dziełami. W ramach żałoby, wybrałem kilkanaście ulubionych prac i ustawiłem na tło pulpitu na miesiąc i właśnie niedawno zakończyło się wyświetlanie jego najznamienitszych obrazów. Wśród biomechanicznych motywów królował nie tylko Obcy ale również autorskie karty tarota, istota z II części filmu Gatunek czy grafiki koncepcyjne do nienakręconego filmu Diuna w reżyserii Jodorowskiego. Dzięki niewykorzystanym koncepcjom statku Inżynierów z pierwszego Obcego 33 lata później otrzymaliśmy film Prometeusz, a w nim ogrom pracy Gigera. On stworzył statywu do mikrofonu dla zespołu muzycznego o nazwie Korn oraz zaprojektował wiele okładek płyt zespołów rockowych i metalowych na przestrzeni prawie 40 ostatnich lat. To przez obrazy Beksińskiego i właśnie Gigera sam w latach szkoły gimnazjalnej zacząłem hobbistycznie rysować i zachwycać się tymi cudownymi koszmarami. Po jego śmierci, żadna senna wizja nie będzie taka sama. Myślę również, że świat stracił nie tylko bardzo znanego człowieka ale cudownego artystę, który już nic nie namaluje, a licznik jego dzieł niedawno się zatrzymał. Pozostaje nam napawać się jego sztuką i trzymać jego nazwisko w pamięci.
ZAJDEL OD ZERA
Gdzieś w okolicy kwietnia zabrałem się na uzupełnianie brakujących książek Lema na mojej wirtualnej półce i doczytywałem Niezwyciężonego, kiedy natrafiłem na nazwisko „Zajdel”. Muszę się przyznać bez bicia, że nigdy nie czytałem nic spodu pióra tego, nieżyjącego już specjalisty w zakresie fizyki jądrowej, autora artykułów, broszur, skryptów i książek popularnonaukowych. Nie mogłem się zdecydować za jaką książkę zabrać się na „dzień dobry” aby się nie zniechęcić no i wybór padł na Paradyzje. Niestety wybór był nietrafiony, gdyż w okresie kiedy czytałem tą powieść byłem przesiąknięty duchem stanu wojennego i ogólnym klimatem rewolucyjnym. Dosłuchiwałem wtedy Wrońca Dukaja oraz czytałem wiele artykułów dotyczących schyłku lat 80’ i antyutopijna powieść zrealizowana w konwencji wyśmiewania Związku Radzieckiego nie przypadła mi do gustu. Odsapnąłem trochę i jeszcze raz zabrałem się za kolejne dzieło tego, obok Lema – najwybitniejszego pisarza science fiction w naszym kraju. Wyjście z cienia było strzałem w dziesiątkę.
Lżejsza, spokojniejsza i bardzo biologiczna powieść o cichej inwazji i cichej niewoli całej planety spowodowanej głupotą ludzi. Bardzo przyjemna w odbiorze mimo odczuwalnego wydźwięku sytuacji politycznej. Nie jestem znawcą i nie mogę stwierdzić jak dobra albo jak zła jest to powieść w stosunku do pozostałych dzieł tego znamienitego twórcy, gdyż przeczytałem jak na razie dwie książki ale po komentarzach muszę przyznać, że ma o wiele niższe oceny od Paradyzji, która – jeszcze raz zaznaczam, mimo świetnego stylu i barwnych opisów tytułowej Paradyzji, nie spodobała mi si.
Czytaliście coś poza tymi dwiema książkami? Jaką następną historię od Zajdla polecacie?

DARDA
O Stefanie Dardzie usłyszałem przypadkowo w telewizji i to bardzo ciekawe, gdyż zwykle telewizji nie oglądam, nawet nie posiadam odbiornika na stancji, a zjeżdżając czasem do domu przypadkowo mijam ten ogromny ekran, w którym często lecą odgrzewane filmowe hity sprzed dekady czy smutne wiadomości z całego świata. Tego dnia było inaczej, mijałem właśnie program publicystyczny, autorka reportażu wspomniała o literaturze fantasy i o premierze nowej części Czarnego wygonu Dardy. Zainteresowany motywami słowiańskiej mitologii zabrałem się do poszukiwań. Na ruszt wybrałem nie pierwszą część (jak na razie) czterotomowej serii, a debiut noszący tytuł Dom na Wyrębach. Literatura przedziwna, napisana bardzo przyjemnym stylem, bogatym w świetne opisy oraz zaskakująco ciekawe dialogi. Jest to z pozoru lekka opowieść o rozpoczynającym na nowo życie wykładowcy prawa, który powraca w swoje rodzinne tereny, osiedla się w malutkiej wiosce Wyręby. Osadzony w latach 90’ thriller porusza starosłowiańskie zabobony i jest (mam nadzieję) preludium do kolejnych książek Dardy. Po przeczytaniu tej książki jestem bardzo zadowolony i nie mogę się doczekać kolejnych literackich doznań.
NIE JESTEM KINGOWCEM
Stephena chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Na podstawie jego powieści i opowiadań powstało więcej filmów, niż statystyczny Polak przeczyta książek w ciągu całego swojego życia. Jest to smutne i rozczarowujące, moim zdaniem literatura powinna być naszym drugim życiem i przeczytanie kilku książek nawet tych najcieńszych nie jest szalenie ciężkim wyzwaniem, baa – toż to sama przyjemność. Z drugiej strony czuję się troszkę lepiej, gdyż nie jestem książkoholikiem i nie czytam na ilość ale zdecydowanie na jakość, lubię się książkami rozkoszować i czytać przez długie tygodnie jedną powieść albo i lepiej – czytam zwykle dwie, trzy lub nawet cztery książki, dodatkowo jeszcze słucham audiobooka kupionego za bezcen albo pobranego z oferty e-sklepów / e-księgarni za 0,00 zł. Zacząłem pisać o Kingu, nie jestem jego najzagorzalszym fanem ale nie przez to, że nie lubię jego stylu – wręcz przeciwnie, uwielbiam ale nie czytałem jego wielu powieści. Wypada się przyznać, że w porównaniu z całym jego dorobkiem to przeczytałem może kilka procent. Czytanie w gimnazjum Carrie czy Misery moim zdaniem się nie liczy wiec postanowiłem wyzerować licznik właśnie w tym roku i jako dorosły obywatel napawać się cudami prozy Kinga na nowo.
W tym roku zdołałem przeczytać Wszystko jest względne: 14 mrocznych opowieści, z którego zbioru wcześniej czytałem tylko Pokój 1408 na potrzeby zaznajomienia się z historią przed seansem filmu 1408. Czerwiec powoli będzie dogasał wiec postanowiłem sięgnąć po audiobook pod tytułem Historia Lisey. Myślę, że pasuje idealnie do porannego joggingu ponieważ na okropny horror nie wygląda, a spokojną powieścią jak Joyland to to nie jest. Jestem zwolennikiem kingowskiego klimatu science fiction wiec wybieranie odpowiednich powieści jest szalenie męczące. Wiem, że muszę przeczytać Komórkę, jak tego nie zrobię w tym roku to moje sumienie nie zazna spokoju. Macie jakieś propozycje odnośnie science fiction Kinga?
X-MEN RATUJĄ PRZESZŁOŚĆ
Trzy tygodnie temu miała miejsce premiera nowego filmu Singera będącego inbetweequelem w serii X-Men. Produkcja o bardzo śmiesznym podtytule: Days of Future Past bazuje na kilkuzeszytowej serii z lat 80’ będącej jedną z najciekawszych historii świata mutantów jakie do tej pory powstały, a przynajmniej znawcy tak mówią. Ja osobiście nie podzielam ich optymizmu odnośnie tej „czasowej” drzazgi w uniwersum Marvela. Nie jest to klasyczny zeszyt pełen starć i pojedynków mutanckiej gwardii Profesora X, a raczej antyutopijne gdybanie „co może pójść nie tak”. Główną bohaterką jest Kitty Pride aka. Shadowcat, a nie jak w filmie Wolverine czy w serialu animowanym – Bishop. Nie ma w komiksie tak pokręconej fabuły, a motorem działań cofniętej w czasie Kitty nie jest uśmiercenie Mistique. Zarówno seria animowana jak i film czerpie tylko ogólny zarys komiksowego tytułu i w odpowiedni sposób nakreśla własną historię Przeszłości Która Nadejdzie. W najnowszym kinowym hicie Singera można odnaleźć ogrom smaczków dla fanów mutanckiego gatunku i nie trzeba być znawcą aby wyłapać aluzję dotyczącą ojca Quicksilvera, każdy rozpozna w filmie Wandę Maximoff czy dowie się na jakiej zasadzie działają Sentinele. X-Men: Days of Future Past czytałem jakieś pół roku przed filmem i co ciekawe, zawiodłem się na tak rozdmuchiwanym komiksie. Ostatnia scena filmu przekonała mnie jednak do kolejnego tytułu z nadmienionego uniwersum, a jest to Age of Apocalypse, notabene kolejna część kinowej sagi, której premiera jest przewidziana na wiosnę 2016 roku. AoA to historia alternatywnych Stanów Zjednoczonych lat 80’ pod panowaniem Apokalipsa, najpotężniejszego mutanta jaki (wtedy) chodził po Ziemi. Należy nadmienić, że w tej historii Xavier nie żyje, a Apokalips posiada własnych czterech jeźdźców. Zapowiada się szalenie ciekawie.
BONUSIK
Czytając przed Świętami Wielkanocnymi X-Men: Messiah Complex (kontynuację House of M – największego przewrotu w historii mutantów) nakręciłem się strasznie na film. Oglądając uważnie zauważyłem kilka scen wyciętych prosto z mrocznej przyszłości zobrazowanej w Messiah Complex. Za dwa miesiące powinno pojawić się wydanie DVD i Blu-Ray filmu, gorąco zachęcam do obejrzenia raz jeszcze tej produkcji.
CO W KOLEJNYM PODEJŚCIU?
Zapowiada się ciężka sesja, baa już jest, wiec sfolguję z czytaniem ale jak tylko dopadnę chwilę wolnego to zabiorę się za powieść Silos, komiksy oraz przekonam się do detektywistycznego audiobooka prosto z mroźnej Skandynawii.

Na następny raz pojawią się motywy filmowe, a już w planach mamy analizy adaptacji filmowych pod kątem ich pierwowzorów. Bądźcie czujni i odwiedzajcie fanpage’a – na na pewno dam znać wcześniej o zbliżających się artykułach.





autor: Maciej Wojtoń
edycja: MrNollaig, Kuroi Ookami

Więcej o filmach/serialach/nowościach dowiesz się na FanPage'u OniryzMovie

Brak komentarzy: